piątek, 10 lutego 2012

Medium - tworzy się coś wielkiego [relacja]

Mimo że sobotni (28.01) koncert Medium w warszawskim Urban Garden nie był najgorętszym, najbardziej wyczekiwanym czy najmocniejszym występem hip-hopowym tego roku, to wiele osób mogło sobie pomyśleć „oglądamy człowieka, który będzie lada chwila wymieniany jednym tchem z najlepszymi raperami w kraju”. Bo istotnie wszystko jest na jak najlepszej drodze ku temu.


Urban Garden – pierwszy raz zdarzyło mi się być na koncercie właśnie w tym miejscu i… wyszedłem pozytywnie zaskoczony. Lokalizacja – samiutkie centrum Warszawy. Sala dla palaczy znajduje się obok koncertowej, ale dzięki dobrej wentylacji dym papierosowy w żadnym stopniu nie przenika z jednej do drugiej – dobrze wrócić do domu w ciuchach, które nie śmierdzą fajkami. Przestrzeń na kilkaset osób i całkiem niezłe nagłośnienie – kolejny plusy tego miejsca. Bardzo szybko Urban Garden trafia do listy najlepszych miejsc nadających się na hip-hopowe imprezy. Jedynym minusem, niezwiązanym bezpośrednio z klubem, było półgodzinne opóźnienie. Jak na koncerty raperów, to i tak stosunkowo mało, ale przyznam się, że nie do końca ogarniam fenomen tych „kontrolowanych” obsuw. Jeśli już pojawia się informacja o konkretnej godzinie rozpoczęcia, to dobrze się tego trzymać. Pocieszał fakt, iż zaplanowana była tego dnia w klubie jeszcze jedna impreza, więc samo opóźnienie też nie mogło być za duże. I istotnie, chwilę przed 22.00 Piotrek Kowalczyk, czyli Medium pojawił się na scenie.

Nie było fanfar, werbli, jakiejś zbędnej napinki… Bez gwiazdorzenia, jak to słusznie sam artysta zauważył. I taki stan rzeczy utrzymywał się przez cały występ – odczuwalne było to, że Medium chce rapować do ludzi, do każdej osoby obecnej w klubie. Co prawda zaczęło się wszystko trochę słabszym, niż można byłoby się spodziewać, freestyle’em, ale cytując Łonę: „to o niczym nie świadczy, to nic nie znaczy” – może ten gorszy początek był spowodowany lekką chorobą rapera? W dalszej części koncertu nie miało to już większego znaczenia, bo z każdym kolejnym utworem było coraz lepiej. Medium pokazał klasę: na żywo jego głos nic nie tracił ze swojej wyrazistości, a był praktycznie cały czas w użyciu, bo nie było rapujących gości czy hypemana, którzy daliby chwilę oddechu. Była to solidna godzina rapu przerywana niezłym freestyle’em oraz trochę wymuszonymi beatboxowymi wstawkami. Ważna była również komunikacja z ludźmi pod sceną, ta nić porozumienia między artystą a odbiorcą. Jakimś sposobem Medium z mic’iem na żywo budzi niesamowite zaufanie. Piotrek ponadto przy kilku utworach pokusił się również o drobny komentarz oraz zaapelował do zebranych, żeby nie brać wszystkiego zawartego na Teorii Równoległych Wszechświatów na poważnie. I można jedynie mieć żal, że na koncercie Medium ograniczył się jedynie do tej płyty, choć z publiki dało się usłyszeć prośby o starszy materiał.

Co tu dużo mówić – nowe kawałki na żywo brzmią równie dobrze jak na płycie. Na szczególne wyróżnienie zasłużyły imprezowa Karuzela oraz pełen energii Obiekt Pożądania, które świetnie rozruszały ludzi pod sceną. A Medium jedynie potwierdził, że występy live są jego mocnym punktem.

Tę i inne relacje możecie znaleźć także na stronie Radia Aktywnego.

Można czuć się idiotycznie robiąc rap w Polsce - wywiad z Pezetem



Zaczynam taki minicykl archiwalnych wywiadów, które udało mi się swego czasu z różnymi muzykami przeprowadzić. Ciekawie jest wrócić do dawnych pytań i odpowiedzi, zobaczyć, co wyszło z ich planów, ile czasu faktycznie było potrzeba do wydania kolejnej płyty itd. Czytając te wypowiedzi, można czasem bardzo łatwo skonfrontować je z rzeczywistością i np. skrytykować artystów za opieszałość czy niekonsekwencję, ale bardziej chciałbym tym cyklem pokazać względność wszystkich naszych planów. I to, że pod wpływem jednego wydarzenia każdy z nich może się zmienić. Nie bierzmy wszystkich przyszłościowych wywodów w wywiadach tak mocno serio.
Rozmowa przeprowadzona 8 marca 2008 roku. Klub Fresh (teraz Why Not?).


Boomer: Zacznę bardzo typowo, czyli od Twojej nowej płyty. Jak oceniasz „Muzykę Rozrywkową” na tle ostatnich dokonań innych artystów hip hopowych (O.S.T.R.-a, Eldo, Sokoła i Pono)? Oglądasz się w ogóle na resztę raperów?

Pezet: Na pewno nie oglądam się na innych raperów, ale staram się zapoznawać z tym, co się dzieje na rodzimej scenie hip hopowej. Myślę, że to jest normalne dla mnie jako twórcy, że nie słucham jakoś bardzo dużo polskiego rapu. Nie chcę się niepotrzebnie inspirować, ale próbuję być na bieżąco z tym, co się dzieje. Staram się kupić i przesłuchać każdą ciekawą płytę. Niestety nie zdążyłem zapoznać się z płytą Ostrego, więc nie wiem, jaka jest. Jeśli chodzi o płyty TPWC i Eldo to uważam, że są to bardzo dobre płyty. Nie sądzę jednak, że są to rzeczy, które należy porównywać, bo wraz z moją produkcją są to trzy kompletnie inne klimaty. Mogę pokusić się o stwierdzenie, że TPWC i moja płyta mają jakiś wspólny mianownik, czyli mają jakieś podobieństwa w tematyce, ale nie jest ich dużo. Natomiast płyta Eldo jest zupełnie inna. Co ja mogę powiedzieć... Myślę, że nie wypadam przy nich blado.


Niektórzy ludzie, Twoi fani, mówią wprost, że jesteś najlepszy w tej branży. Potrafisz się jakoś do tego ustosunkować?

Bardzo miło mi to słyszeć. Wiesz, ja sam staram się tak myśleć, ale nie dlatego, że jestem narcyzem. Wiem, że w Polsce takie podejście jest negowane, szczególnie przez odbiorców. Oni nie rozumieją, że polski raper może myśleć, że jest najlepszy. Ja jednak jestem z rapem od bardzo dawnych lat i śledzę również rap zagraniczny , kolebkę rapu - Stany Zjednoczone, rap europejski itd. Mam w pamięci słowa KRS-ONE’a, który powiedział, że jeżeli raper chce być dobry, to nie może uważać, że nie jest najlepszy. Trzeba dążyć do doskonałości, trzeba siebie permanentnie przekonywać, że jest się najlepszym. I nie chodzi o rywalizację z innymi czy poczucie wyższości nad innymi, tylko sprawdzanie się z samym sobą. Przynajmniej dla mnie.

Ludzie zarzucają monotematyczność tekstów na nowej płycie - jedynie seks, wóda, imprezy i tak w kółko. Czy Ty nie odniosłeś podobnego wrażenia, tworząc „Muzykę Rozrywkową”?

Wydaje mi się, że jeżeli ktoś postrzega to tylko w taki sposób, że jest tam seks, wódka, imprezy i wcale nie ma ochoty dostrzec drugiego dna, to ok, może dla niego samego tak jest faktycznie. Niemniej jednak, w obrębie tych trzech rzeczy jest tam wiele różnych tematów. Co prawda one się zazębiają: traktują o relacjach damsko – męskich, takich raczej przygodnych, przeważnie o seksie, narkotykach czy o alkoholu, ale w różnym kontekście. I owszem, być może można twierdzić, że jest to monotematyczność. Myślę, że ktoś, komu po prostu taka treść nie odpowiada, będzie się koncentrował tylko na tym, że płyta jest monotematyczna i na niczym więcej. Nie jest jednak tak, że zawartość tekstowa tego krążka jest pozbawiona jakichkolwiek refleksji czy komentarza z mojej strony i moim zdaniem nie zawsze gloryfikuje ten styl życia. Uważam, że w przewrotny sposób mówi np. o samotności. Abstrahując jednak od tego, celowo pozbawiłem tę płytę innych treści, nie chciałem tam wkomponowywać różnych innych rzeczy, bo chciałem zachować jakąś konsekwencję. Oprócz tego, przede wszystkim chciałem zrobić muzykę rapową, która jest użytkowa i ma konkretne przeznaczenie. Z zamierzenia napisałem kawałki do klubu, samochodu itd., czyli imprezowy rap. Chciałem zrobić imprezową płytę i myślę, że to się sprawdziło. Twierdzę również, że przy takiej czy innej koncepcji, w zasadzie jeśli w ogóle ma się jakąś koncepcję na całość, monotematyczności w jakimś tam stopniu nie da się uniknąć.

Czy po „Na tym osiedlu” i „Noc i dzień” planujecie jeszcze zrobić jakiś klip? Wiele osób widziałoby „Gdyby miało nie być jutra” w tej roli. A może według Ciebie jeszcze inny kawałek powinien wyjść jako singiel?

Słuchaj, chcemy zrobić nowe klipy. Tylko realia są takie, że staramy się dobrać piosenki, do których można byłoby znaleźć jakichś sponsorów, ponieważ nie dysponujemy budżetem i ten budżet musimy skądś pozyskać. Bardzo chciałbym zrobić wideo do „Gdyby miało nie być jutra”. Nie wiem, czy to dojdzie do skutku, mam wielką nadzieję, że tak i dokładam wszelkich starań, żeby to wyszło. W najgorszym wypadku zrobimy do tego po prostu klip koncertowy, bo jest to kawałek przy którym publiczność reaguje najlepiej. Jeżeli jednak uda się pozyskać jakiś product placement, zrobimy wysokobudżetowy teledysk. Oprócz tego staram się doprowadzić do tego, żeby powstał klip do kawałka pt. „Halo”. Ponieważ cała treść tego numeru oparta jest na rozmowie przez telefon, upatrujemy szansy pozyskania product placementu typu telefonia komórkowa. Poza tym, mam grupę znajomych z osiedla, którzy próbują swoich sił: mój człowiek wraz z grupą ludzi(zarówno początkujących w tej branży, jak znanych nazwisk), zaoferowali zrobienie obrazu do „Nie tylko hit na lato”. Ten klip powstanie na pewno, zobaczymy jedynie, jaki będzie skutek. Jest to rzecz kompletnie pozbawiona budżetu – zakładamy że może być niewypał i wtedy tego nie wypuścimy. Ale jeżeli uda nam się zrobić coś fajnego, to na pewno również ten klip ujrzy światło dzienne.

Na „Muzyce Rozrywkowej” najlepiej prezentuje się „Noc i dzień” - kawałek, w którym wspiera Cię Małolat. Na ten rok planowane jest wydanie waszego wspólnego albumu. Wielu fanów jest bardzo ciekawych co z tego wyjdzie, możesz powiedzieć teraz coś więcej na temat tej produkcji?

Płyta będzie w konwencji czysto rapowej, w dosyć hardcore’owej wersji. Nie mam tu jednak na myśli ulicznego rapu, po prostu takie braggadacio, ale nie w stylu LL Cool J’a, czyli pozbawimy ją treści typu „Muzyka Rozrywkowa”. W tym tygodniu nagrywamy trzy kawałki, a poza tym nie mamy jeszcze żadnych tekstów. Jest za to sporo dobrych podkładów od Zjawina i Czarnego Olka (zrobił jeden bit na TPWC). Mamy nadzieję, że uda nam się skończyć realizację na tyle wcześnie, żeby móc wydać LP jesienią tego roku.


Powoli kończąc temat twojej płyty... W pierwszych wywiadach po wydaniu „MR” mówiłeś, że „wydarzenia opisane w tekstach są nieaktualne”, że to „codzienne chlanie, imprezy, dupy itp. już Cię nie interesują”. Jak się więc czujesz na koncertach, kiedy, siłą rzeczy, musisz rapować o tym co „jest nieaktualne” dla Ciebie?

Wiesz co... Myślę, że może wyolbrzymiłbym to, mówiąc, że jest to zadanie aktorskie, lecz mimo wszystko trzeba umieć się do czegoś przekonać i coś wykreować. Tamte wydarzenia były jednak tematem wszechobecnym w moim życiu przez dłuższy okres, umiałem się w nim odnaleźć, więc potrafię również znaleźć się w takiej stylistyce na trzeźwo, kreując coś ze starych nawyków i wspomnień. Poza tym najtrudniejsza część tego wszystkiego tkwi w faktycznej rezygnacji ze starego trybu życia, a nie w kreacji scenicznej. Teraz moje życie się ustabilizowało, ustatkowałem się, mam dziewczynę, z którą wiążę przyszłość i z którą, mam nadzieję, wezmę ślub itd. Nie chciałbym tego zmarnować, bo są to rzeczy ważniejsze niż życie opisane na „Muzyce rozrywkowej”. Tamten czas był dla mnie bardzo destrukcyjny, ale pociągający. W związku z tym wyjście na scenę i zagranie koncertu nie jest najtrudniejsze. Największym problemem jest nie wracanie do starego stylu życia.

Czy w takim razie będzie można się spodziewać po Twojej nowej produkcji tego Pezeta, którego znamy z chociażby dwóch pierwszych solowych albumów i powrotu do bardziej refleksyjnych tekstów?

Myślę, że tak, ale nigdy nie będzie już takiej stylistyki, jak na pierwszej czy drugiej płycie z Noon’em. Z różnych względów. Myślę, że po prostu nie należy się cofać, niezależnie od tego jakie są gusta ludzi. Uważam, że płyta „MR” jest progresem. To, że komuś może nie odpowiadać taka diametralna zmiana stylu, to jego problem. Było to pójście do przodu i czerpanie z nowych rzeczy. I przy następnej płycie również będę czerpał z nowych rzeczy. A czy będzie ona bardziej pozbawiona takich treści jak na „MR”? Myślę, że niezupełnie, bo nadal w swojej głowie mam sporo wspomnień na ten temat i mam wiele do powiedzenia. I niezależnie od tego, że tak nie żyję, wydaje mi się, że mogę nagrać coś takiego, ale nie będę się na tym koncentrował. Myślę, że będzie tam tez sporo refleksji, ale na pewno nie w stylu „Muzyki Poważnej”. Nie będę takim ekshibicjonistą, jeśli chodzi o moje życie prywatne w innej sferze niż impreza. Poza tym chciałbym sporo czerpać z rapu europejskiego, myślę że aktualnie najbardziej inspiruje mnie to, co się dzieje na Wyspach [Brytyjskich].

Czy z perspektywy Pawła Kaplińskiego, Pezeta, da się wyżyć w tym kraju z tworzenia hip hopu?

Ostatnio okazuje się, że tak. Narzekać nie mogę, jest coraz lepiej, no ale to też jest kwestia celu, do którego dążysz, tego, jaki standard życia ci odpowiada. Ja mam duże oczekiwania, także nie jest tak, że obecny stan mnie zadowala. Nie mogę powiedzieć, że jest źle czy że zarabiam mało, ale na pewno mogę powiedzieć, że nie zarabiam dużo. Na pewno również mam duże koszty. Pomimo mojej pozycji, tego, skąd wyszedłem w życiu i wsparcia, które dostałem od rodziny, nie miałem zagwarantowanych wielu rzeczy i sam muszę do tego dążyć. Tak więc mam dużo kredytów i takich tam. W kontekście tego uważam, że rap nie zapewnia należytych wynagrodzeń, które mogłoby zapewnić odpowiadający mi standard życia i nie mówię tu o sferze marzeń.

A obserwując innych raperów? Czy chłopaki, które tworzą dobry rap, mogą mieć nadzieję, że nie będzie on uznawany jedynie w wąskich, hermetycznych środowiskach i za swoją pracę otrzymają godziwe pieniądze  - będą mieli z czego żyć?

Nie wiem, ciężko mi powiedzieć. Niestety sytuacja rynku fonograficznego jako takiego, ogólnie, jest bardzo słaba w naszym kraju. Czy to rap czy nie, to wiesz, skandaliczne jest to, że w 40 milionowym kraju Doda sprzedaje - nie wiem ile dokładnie - około kilkudziesięciu tysięcy płyt. Wiesz, ja mówię z premedytacją o niej, bo jest największą gwiazdą w naszym kraju, to najbardziej rozpoznawalna osoba. Jeżeli odnieść do tego muzykę niszową – no bo tak trzeba potraktować rap w obecnej sytuacji – to wydaje mi się, że oni nie mogą na to liczyć. Wracając do pytania, to jest rzecz, która jeszcze długo będzie nie do przeskoczenia. Nie zmieni się to dopóki, dopóty nie powstanie jakieś nowe medium, coś, co będzie scalało muzykę i kulturę, czy film, czy cokolwiek dla młodych ludzi. Coś, co będzie oferowało to, czym młodzi ludzie się interesują. Uważam, że z wyjątkiem nurtu disco w najgorszym wydaniu, w zasadzie żadne media muzyczne, a tym bardziej publiczne, nawet komercyjne, włączając w to stacje radiowe, telewizje, wszystko, nie mają do zaoferowania młodym ludziom w zasadzie nic! Opiera się to albo na konwencji disco, albo na towarzystwie wzajemnej adoracji, która promuje od 40 lat te same gwiazdy typu Krzysztof Krawczyk, Kombi, cokolwiek... I tak to się odbywa. Do tego stopnia, że młodzi ludzie, którzy nie mają zbyt dużego wyboru, bo media im tego nie oferują, sięgają właśnie po tego rodzaju muzykę i nie jest im dana szansa zapoznania się z inną, jeżeli sami się do tego nie dokopią. W myśl tego uważam, że po prostu raperom będzie naprawdę ciężko przebić się do większego grona odbiorców.


Tak więc podsumowując: hip hop w Polsce ma przyszłość?

Mimo wszystko uważam, że tak. Bo to o czym mówiłem przed chwilą, szersze grono, może być celem, w który naprawdę ciężko trafić. Oprócz tego jednak nadal mamy swoje wąskie grono odbiorców i ono nie jest aż tak małe. Mamy sporo aktywistów hip hopowych, mamy ludzi, którzy są z tą kulturą związani od lat. Podejrzewam, że ci ludzie, którzy naprawdę kochają taką muzykę, pozostaną przy tym. Ci którzy nie idą tylko i wyłącznie za modą w życiu nadal będą wspierać tę muzykę. Zawsze będziemy mieli swoją niszę. Mówię tak dlatego, że uważam, iż hip hop jest muzyką taką samą, jak każda inna i, wiesz, można się pokusić o stwierdzenie, że punk-rock umarł, bo nie jest popularny tak jak kiedyś. Ale zespoły punkowe nadal mają swoją publiczność i będą miały. Podejrzewam, że tak samo będzie z nami. A ci, którym uda się bardziej wybić, być może będą gwiazdami na skalę ogólnopolską. Są przecież rockowe zespoły, które są rozpoznawalne latami typu Lady Punk czy Budka Suflera. Oczywiście uważam, że trzeba zwracać dużą uwagę na to, by nie popaść w jakieś totalne chałturnictwo, bo niektóre z tych rockowych zespołów niestety dało się temu zwieść.

A Tobie popularność pomaga czy raczej przeszkadza?

To zależy. Myślę, że mimo wszystko pomaga mi w życiu. Mówię „mimo wszystko”, bo bywa  uciążliwa z różnych względów.  Mianowicie, moja popularność jest nieadekwatna do zarobków, w związku z tym ciężko mi od niej uciekać. Rozpoznają mnie na ulicy. Oczywiście nie tak często jak Dodę, z czego się akurat cieszę, chociaż w zasadzie nie jest tak, że mogę iść ulicą, żeby ktoś mnie nie zaczepił. Tak więc zaczepiają mnie często. I są to różne zaczepki: jedni pozytywnie, inni nie. To się wiąże również z tym, że mam jakieś niemiłe konsekwencje swojej popularności – często jestem negowany, zaczepiany przez ludzi, od których się w zasadzie nie różnię, czyli przez osoby z takiego środowiska, z jakiego ja się wywodzę, i którzy po prostu z jakiejś zawiści czy zazdrości uważają, że mi się w jakiś sposób „udało” i w związku z tym nie należy mi się funkcjonowanie w tego rodzaju środowisku i trzeba mnie jakoś, wiesz, ukrócić. Zdarzają się ataki niemalże fizyczne. Ale no trudno, popularność ma jakąś swoją cenę. Mimo tego nie jest to aż tak uciążliwe i zdarza się, że mi bardzo pomaga.

W jednym z wywiadów mówiłeś, że pogubiłeś się trochę w okresie szkoły średniej, że szukałeś swojej własnej drogi. Jak trafiłeś na rap? Co Cię w nim pociągało?

Wiesz, na rap trafiłem generalnie już gdzieś około 6 klasy podstawówki. Oczywiście moja droga była bardzo wyboista – sięgałem po różne nurty muzyki, w 8 klasie słuchałem The Doors itd. Do tej pory słucham różnej muzyki, ale rap zawsze bardzo mnie pociągał i przede wszystkim odpowiadał mi jako gatunek, który czułem że mogę w przyszłości uprawiać. Później zacząłem jakoś kopać w tym bardziej, zwłaszcza w okresie liceum. Wtedy też się pogubiłem, przestałem uczęszczać do szkoły na rzecz jazdy na desce, słuchania rapu z boomboxa i spędzania czasu na podwórku. Jeśli chodzi o moją drogę już w sensie wykonywania tego stylu: tak się złożyło, że w okresie, kiedy się zagubiłem poznałem chłopaków z TJK, Onara, Dizkreta, WuBego itd., zacząłem coś z nimi rapować. TJK się rozpadło, powstało Stare Miasto, później z Onarem założyliśmy Płomień. No i tak zaczęliśmy sobie próbować. Okazało się, że to wychodzi całkiem nieźle, w międzyczasie do tego rapu dokopywałem się coraz bardziej, kupowałem coraz więcej płyt, pożyczałem, przegrywałem. I po prostu, wiesz, tak się złożyło, że nagle powstało z tego coś profesjonalnego. Ktoś zapragnął wydać naszą płytę, więc weszliśmy na rynek i nagle, zupełnym przypadkiem stało się to moją drogą życiową, a nie tylko hobby.

A gdzie widzisz siebie za kilka lat? Czy dopuszczasz do siebie myśl, że będziesz w takim wieku, że nie będziesz wydawał płyt hip hopowych? Co wtedy?

Myślę, że jest możliwe uprawianie tej muzyki na luzie do 35-tego roku życia, pod warunkiem, że będę tego chciał i nie będę się czuł z tym idiotycznie. Z różnych względów można czuć się w Polsce idiotycznie robiąc rap. Oczywiście ja w swoim gronie się tak nie czuję, bo moi znajomi akceptują tę muzykę i rozumieją, o co w niej chodzi. Ale, jak rozmawiam z ludźmi starszymi, często nie kumają tego i umniejszają rolę muzyki rap – mówią, że jest to rzecz, która jest jakimś totalnym gówniarstwem i niczym więcej. Niemniej jednak jeżeli ta sytuacja się trochę zmieni, a wygląda na to że małymi kroczkami coś tam się zmienia, no to mogę robić rap do tej „35”. Oczywiście nie uważam, żeby to miała być moja jedyna furtka w życiu. Mam różne plany, choć niezbyt konkretne. Zastanawiam się czy nie pójść do pracy w jakiejś firmie fonograficznej, bo chciałbym współpracować z muzyką. W każdym innym przypadku to się nie sprawdzało. Tzn. gdy próbowałem podejmować jakąś pracę nie związaną z muzyką, szybko rezygnowałem, albo mnie zwalniali. Nie zależało mi na tym, ponieważ nie odpowiada mi taka forma. Myślę, że mogę zrobić cokolwiek, np. założyć firmę ubraniową jak większość raperów w tym kraju lub zrobić jakąkolwiek pochodną rzecz niezwiązaną z robieniem własnej muzyki, ale związaną z muzyką ogólnie. Nie wiem jednak, co to będzie, nie mam recepty. Może się tak zdarzyć, że wyląduję na bruku. Bo, umówmy się, nie planuję swojej przyszłości w żadnym standardowym stylu jak wszyscy, na zasadzie: pójdźmy na studia, bo trzeba mieć papier; pójdźmy do pracy, bo trzeba mieć emeryturę. Wiesz, wydaje mi się, że w zachodnich społeczeństwach demokratycznych nie żyje się w ten sposób. Dają więcej wolności, są bardziej otwarte na nowe furtki, jakieś niestandardowe drogi planowania swojego życia i stwarzają możliwości. U nas, jeśli faktycznie masz cel i idziesz np. na prawo, nie tylko po to, żeby mieć papier, tylko robisz to z zainteresowaniem i pasją, to może masz większe szanse, ale i z tym bym nie przesadzał, bo dużo się niedawno mówiło o tym na jakich zasadach  załatwia się aplikacje. Tak czy inaczej, jeśli nie wybierasz prawa, ekonomii, handlu,  tylko rap, indie rock, house, generalnie muzykę czy cokolwiek twórczego: robienie filmów, pisanie scenariuszy, malowanie obrazów - i mógłbym tak dalej wymieniać - to mam wrażenie, że państwo nie stwarza możliwości, że ten ciemny rynek niczego nie oferuje. Co więcej, myślę że większe możliwości ma cała ta ciemna masa, która wybiera się na byle jakie studia, bez żadnego celu, tylko po papierek. Ale nie bądźmy pesymistami, zawsze można zostać pogodynką i wystąpić w tańcu z gwiazdami. Swoją drogą ten przypadek, to najlepszy przykład na wątpliwą jakość polskiego showbiznesu. To tyle.

No dobra, dzięki za wywiad.

Dziękuję również.

środa, 25 stycznia 2012

Audycja #5 z 23.01.2012: Pop-rock vs Hardcore

Najdziwniejsza, najbardziej szalona, a zarazem i najbliższa idei całej audycji playlista. Pomysł był prosty: dojść od klimatów pop-rockowych, pop-punkowych po te hardcore'owe. We wszystkich prezentowanych zespołach natomiast dopatrujemy się melodii, choć w każdym przypadku inaczej, specyficznie podanej. Warto zwrócić uwagę zwłaszcza na nowe wydawnictwo Enter Shikari, które zaskoczyło nie tylko eklektyzmem, ale i wyjątkowo dobrze dobranymi proporcjami, jeśli chodzi o mieszane gatunki (indie, post-hardcore, dubstep).


Każdy kolejny zespół to coraz to szybsze tempo, więcej mocy. Polecam słuchać w podanej niżej kolejności.

1. Automatic Loveletter - Hush
2. Paramore - The Only Exception 
3. Paramore - For a Pessimist, I'm Pretty Optimistic
4. You Me At Six - Bite My Tongue
5. Alexisonfire - Drunks, Lovers, Sinners and Saints
6. Enter Shikari - Meltdown
7. Enter Shikari - Destabilise
8. Bring Me The Horizon - It Never Ends
9. Bring Me The Horizon - Fuck
10. Underoath - A Fault Line, A Fault of Mine
11. Underoath - Beathing In A New Mentality

poniedziałek, 23 stycznia 2012

Niepopularne zestawienie najlepszych płyt rapowych w 2011 roku

To niepopularna dziesiątka. Zdążyłem przyjrzeć się już kilku zestawieniom, wysłuchać opinii różnych osób... i wciąż przewijają się te same ksywki, ci sami artyści. To co zawarłem poniżej, to efekt moich poszukiwań dobrych rapowych płyt w 2011 roku. Jeśli czegoś nie znajdziecie, pewnie nie przypadło mi po prostu do gustu lub uznałem, że należy wyróżnić inne płyty, nie oglądając się na długość stażu danego artysty na scenie hip-hopowej.  

1. Parias - Parias
Nie jest to płyta genialna, nie zawsze można też mieć nastrój na słuchanie Pariasów w takim wydaniu. Jednak spośród płyt wydanych w 2011 roku ta produkcja wydaje się najrówniejsza. Oczekiwania wobec kolaboracji Eldo, Pelsona i Włodiego były bardzo wysokie, ale imho album broni się. Widać, że raperzy mieli od początku do końca pomysł na tę płytę, co odbija się nie tylko w utworach zawartych na krążku, ale choćby i ascetycznym wykonaniu opakowania. Mało tu numerów singlowych, wszystkie za to trzymają dość wysoki poziom. Wybijają się jedynie "Drzazgi" jako utwór autobiograficzny, bardzo mocny w warstwie tekstowej. Dzięki niemu jak i całej płycie też bardziej Włodiego polubiłem. A samych Pariasów stać oczywiście, żeby nagrać jeszcze lepszą płytę.

2. HuczuHucz – Po Tej Stronie Raju
Najlepszy "nielegal", jaki dane mi było usłyszeć w zeszłym roku (i który męczę mocno w obecnym). Wiadomo, wiele krążków pewnie do moich uszu nie dotarło, ale starałem się przesłuchać naprawdę sporo albumów rapowych i Po Tej Stronie Raju zupełnie mnie zaskoczyło swoją świeżością. Leszek przekazuje na krążku sporo emocji, mamy dużo dobrych, przemyślanych tekstów, kilka miażdżących głowę podkładów (Gdyby Nie To, Krzyk, 36,6). Na uwagę zasługuje również bonusowy, ukryty kawałek 24.11.

3. Medium – Teoria Światów Równoległych
Ostatnio do mojego pokoju weszła siostra i słysząc jeden z nowych kawałków Mediuma, zapytała "o, słuchasz Ostrego?" Rapu słucha od przypadku do przypadku, więc trzeba jej wybaczyć, ale z drugiej strony obaj panowie mają do siebie bliżej, niż to się wydaje na początku. Obaj zajmują się nie tylko rapowaniem, ale i produkcją własnych płyt, Medium legalny debiut wydaje w podobnym wieku, co Adam; do tego sposób jego rapowania czasem przypomina manierę wokalną O.S.T.R.-a. A najważniejszy, spajający to wszystko fakt, to mega wsparcie promocyjne od Asfalt Records, w którym Medium właśnie ten legalny debiut wydał (a w ramach którego od 10 lat tworzy Ostry). O płycie będzie chyba jeszcze okazja powiedzieć, jak dla mnie to ten chłopak z Kielc już teraz doszusował do czołówki mainstreamu.

4. Bonson/Matek – Historia po pewnej historii
Kolejne gorące ksywy z rapowego podziemia, a Bonson to też kolejny Młody Wilk (z tego zestawienia w taki sposób zostali wyróżnieni także Medium i Bisz) w mojej dziesiątce. Raper w błyskawicznym tempie zbiera fejm, rozmawia też z Koką, więc możliwe, że w niedalekiej przyszłości czeka go legalne wydawnictwo. Z tym podziemnym zrobił rzecz wielką, bo na jego koncerty już w tym momencie przychodzi średnio po 400 osób. Dzięki Historii Po Pewnej Historii dotarł do bardzo wielu ludzi. Na płycie nie zabrakło typowych bangerów, utworów smutnych, nastrojowych, tematów związanych z używkami czy nieudanymi związkami. Dodając świetne podkłady Matka wychodzi nam przepis na bardzo pyszną produkcję.

5. VNM – De Nekst Best
Tak wysokie miejsce VNM-a, to zaskoczenie dla mnie samego, ale ta pierwsza płyta wydana dla zwykłego odbiorcy przypadła mi znacznie do gustu. Jest dosyć różnorodna, jak sam V tłumaczył, jest to niejako podsumowanie jego działalności w podziemiu, sam kilka rzeczy też chciał tym krążkiem udowodnić. Moim zdaniem najlepiej na krążku sprawdzają się numery spokojniejsze jak Flesze, Widzę Ich czy Nic Nie Przychodzi Łatwo. Nie można też zapomnieć o singlowym To Mój Czas, który momentalnie wchodzi w głowę. VNM w wersji studyjnej - jak najbardziej na tak!

6. Łona & Webber – Cztery i Pół
Do nowego Łony podchodziłem bardzo optymistycznie po wypuszczonych singlach (zwłaszcza To Nic Nie Znaczy). Niestety całość mnie odrzuciła, te podkłady Webbera to raczej nie jest to, czego szukam w rapie. Ale pomimo tego Cztery i Pół powoli mnie zdobywa dzięki świetnym tekstom jak np. w Kaloryferze czy Patrz Szerzej. Odrzuca przez oszczędną, syntetyczną formę muzyczną i "sznycle" w refrenie.

7. Miuosh – Piąta Strona Świata
Na Miuosha trafiłem w tym roku, a nowy materiał wydany w tym roku od razu przypadł do gustu. Duża w tym zasługa obecnych na krążku producentów: Bob Air'a i Emdeki - tej płyty się po prostu świetnie słucha. Do tego dochodzi solidny flow samego Miuosha, kilka naprawdę niezłych zwrotek.Puzzle, Każde i tytułowa Piąta Strona Świata - to chyba najmocniejsze punkty tego albumu.
 
8. Ten Typ Mes - Kandydaci na Szaleńców
Płyta Mesa przez długi czas znajdowała się poza moim zestawieniem, wrzuciłem ją w ostatniej chwili. To trudna miłość, bo nie jestem wielkim fanem flow Mesa, a na spokojnych podkładach jest monotonnie i sennie. Ale są tam też kawałki jak Szukam... czy Otwarcie, które urywają łeb, muzycznie i lirycznie.

9. Te-Tris – Lot 2011
Na początku był zachwyt, potem lekkie rozczaeowanie, że żaden z numerów nie został w głowie dłużej. Miło się jednak do tej płyty wraca, jest to produkcja bardzo fajna pod względem muzycznym. Warto zwrócić uwagę na Ogień i Lód z momentami iście dubstepowym podkładem.

10. Diox – Logika gry / Slums Attack – Reedukacja
To moje niezdecydowanie co do 10. pozycji pokazuje, jak ciężki był wybór, żeby wyselekcjonować dziesiątkę najlepszych płyt. Sporo produkcji musiałem odrzucić, na wielu krążkach zapadały mocniej w pamięć 3, może 4 utwory, tak jest i z tymi dwoma.

* Bisz/Pekro – Burza i Napór
To tylko EPka, ale warta wyróżnienia, bo to po prostu ciekawy materiał. Smutny Bisz najlepiej brzmi właśnie na takich podkładach, jakie serwuje Pekro. Do innego projektu Bisza z Oer'em i Kay'em, również wydanym w 2011 roku, już tak mocno nie mogę się przekonać. Jeśli nie słyszeliście jeszcze utworu Raj Tuż Za Rogiem, nadrabiajcie - to Bisz w najlepszym wydaniu.

wtorek, 17 stycznia 2012

Audycja #4 z 16.01.2012: Rock vs Rap Podziemie PL

Poniedziałek 16 stycznia rozpoczął nadal mocno niedoceniany na polskim rynku rockowym zespół B.E.T.H. Może to dlatego, że wydali tylko debiutancki krążek i mają problem, żeby odwiesić działalność (wrócili w 2011 roku, ale jak na razie tylko na jeden koncert). Obecnie 3/5 grupy udziela się w Dead Efforts, które przygotowuje się do wydania krążka (więcej tu). Audycja znów poświęcona polskiemu rapowi, ale tym razem temu nie-mainstreamowemu. Pojawiło się dwóch młodych (rocznik '90), zdolnych raperów z północy Polski, którzy byli autorami bardzo ciekawych płyt w bądź co bądź polskim undergroundzie. W tym temacie warto na pewno zainteresować się akcjami Popkillera (opis i video) czy Wizją Lokalną (opis i warszawskie video). Można znaleźć wielu tak nieznanych szerszemu gronu odbiorców raperów, jak choćby Szuwar, do którego kontaktu szukał ostatnio Te-Tris (więc możliwe, że kolejny raper, tym razem z Kozienic, wypłynie na wierzch). Na koniec audycji udało się zaprezentować ciekawy debiut mainstreamowy - wydaną w Asfalt Records płytę Medium - Teoria Równoległych Wszechświatów. Artysta zagra w Warszawie 28 stycznia, a niezdecydowanych/nieobeznanych z twórczością odsyłam do kawałka Nieznane, który jak najlepiej tego artystę promuje.
 
B.E.T.H - Odległy Ląd
B.E.T.H - Otwórz Oczy
B.E.T.H - Maktub
Bakflip - Gdyby Jutra Miało Nie Być
HuczuHucz - Krzyk
HuczuHucz - Gdyby Nie To
Bonson/Matek - Pan Śmieć
Bonson/Matek - Rok Później
Szuwar - Mniej Czuję
Medium - Nieznane
Bonson/Matek - Ich Już Nie Ma


Utwór-pomost dla rocka i rapu, wciąż mało takich bandów w PL! 


Najlepsi raperzy z "podziemia":
HuczuHucz - Gdyby Nie to


Bonson/Matek - Rok Później


Audycja #3 z 09.01.2012: Cold inverted

Audycja bardzo specyficzna, bo ograniczała się do jednego zespołu - post-grunge'owego Cold. Amerykanie w 2011 wydali swój piąty krążek, a ich historię zgłębiliśmy od dupy strony - zaczynając właśnie od ostatniego wydawnictwa, a kończąc na pierwszych dokonaniach zespołu odkrytego przez Freda Dursta z Limp Bizkit. Scooter Ward i spółka przebyli długą drogę: od klimatów ciężkich, brudnych i nieprzystępnych po melodyjne, lekkie i plastikowe. Każdy fan muzyki rockowej w ich twórczości znajdzie coś dla siebie. Warto zwrócić uwagę zwłaszcza na utwór Gone Away, który nie znalazł się na żadnym z oficjalnych krążków zespołu z Jacksonville.


Cold - Wicked World (from Superfiction, 2011)
Cold - The Crossroads
(from Superfiction, 2011)
Cold - Feel It In Your Heart
(from A Different Kind of Pain, 2005)
Cold - Happens All The Time
(from A Different Kind of Pain, 2005)
Cold - Black Sunday (from Year of the Spider, 2003)
Cold - Remedy
(from Year of the Spider, 2003)
Cold - Just Got Wicked (from 13 Ways to Bleed on Stage, 2000)
Cold - Send in the Clowns (from 13 Ways to Bleed on Stage, 2000)
Cold - Give (from Cold, 1998)
Cold - Everyone Dies
(from Cold, 1998)
Cold - Gone Away (from WWF Tough Enough 2, 2002)


Pająk, który stał się logiem i znakiem rozpoznawczym zespołu



Just Got Wicked (Live) - esencja Cold!




...i utwór, który się do audycji nie zmieścił, a jest jednym z największych hitów zespołu i TRZEBA go znać: No One.


Audycja #2 z 02.01.2012: Rock vs Rap PL

Pierwsza audycja w nowym roku i od razu temat ambitny: jak dojść do polskiego hip-hopu z klimatów stricte rockowych? Pomogła nam w tym Luxtorpeda, gdzie na wokalu udziela się Hans (m.in. 52 Dębiec). Typowym utworem-pomostem jest tego dnia jednak nietypowa jak na polskie warunki kolaboracja: rockowego bandu The Old Cinema oraz hip-hopowego 52 Dębiec właśnie. Myślę, że w Polsce jest zapotrzebowanie na płytę w takich klimatach jak w numerze Rise Up!, może kiedyś wyjdzie coś na poziomie w tej stylistyce... Oprócz tego zahaczyliśmy o kilka rapowych klasyków z początku wieku - kto nie otarł się chociaż o pierwsze dokonania Paktofoniki czy Hemp Gru? Nawet ludzie słuchający na co dzień innej muzyki przyznają się do znajomości klasyków rapowych ;) Na koniec posłuchaliśmy jednych z najlepszych singlowych numerów roku 2011 (macie swojego faworyta?). Audycję zwieńczył utwór O.S.T.R.-a adekwatny do noworocznej audycji.
Luxtorpeda - Autystyczny
Luxtorpeda - Od zera
T.O.C & 52 Dębiec - Rise up!
Hans Solo - ZłoTo
Hemp Gru - To jest to
Paktofonika - Chwile ulotne
Slums Attack - Mój rap, moja rzeczywistość
Slums Attack - Oddałbym (feat. Ostry, Jeru the Damaja)
VNM - To mój czas
Ten Typ Mes - Otwarcie
Łona - Patrz Szerzej
O.S.T.R. - Witaj w 2003
  Fani rocka i fani rapu - SPRAWDZAĆ!