Pokazywanie postów oznaczonych etykietą hip hop. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą hip hop. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 24 października 2013

Trzech raperów, jedna scena, milion emocji - relacja z koncertu Zeusa oraz Miuosha i Onara




Miuosh, Onar, Zeus. Ten ostatni wrócił na rapowy olimp już w zeszłym roku dzięki świetnej płycie Zeus Nie Żyje, dwaj pierwsi dopiero niedawno połączyli siły i stworzyli album, który przy pierwszych przesłuchaniach zapowiada się bardzo obiecująco. Wszyscy trzej razem na jednym koncercie i to za trzy dyszki? Współczynnik jakości do ceny był w tym przypadku aż nadzwyczaj korzystny!

Jeszcze zanim zaczęły się koncerty headlinerów, dotarło do mojej głowy głupie wrażenie, że mocno zawyżam średnią wieku na tym gigu. Czy to ci raperzy docierają do tak młodych osób czy w pewnym wieku się wyrasta z rapu...? Przy relacji z ostatniego koncertu Pezeta zastanawiałem się, gdzie podziała się prawdziwie rapowa, niepodrabialna publika. No właśnie była tu. Ta jedyna subkultura, która w klubie na koncercie potrafi się bawić nie tylko w czapkach i przydużych bluzach, ale i kolorowych kurtkach zimowych. Taka stylówwa (której, jakby nie było, jestem częścią).

Kiedy Zeus z Joteste wbijali tego dnia na scenę przy aplauzie tłumu w głowie miałem szybki przebłysk wspomnień z koncertu z Radia Luxemburg ponad 2 lata temu, gdzie było może 40-50 osób pod sceną... Jak szybko można jedną płytą wdrapać się na raperski olimp – Zeus dzięki swojemu ostatniemu krążkowi wyszedł z frekwencyjnego piekła i teraz każdy jego koncert to pełny klub.


Sam piątkowy występ Zeusa był przekrojowy, z nastawieniem oczywiście na ostatnią płytę, do której bardzo przyjemnie się wraca i która tak naprawdę nigdy nie zdążyła mi się znudzić. Temu koncertowi niczego nie można zarzucić – było tak wspaniale, jak miało być. Kiedy trzeba było, była energia, kiedy trzeba było, była nostalgia. Kawałki zarapowane z właściwym dla Zeusa i Joteste zaangażowaniem i ucieleśnieniem od lat promowanej filozofii - Pierwszym Milionem. Jedyne, co odrobinę martwiło, to brak legendarnego (?) „W dół” z debiutanckiego albumu czy „Gwiazd”, które zamykały płytę i zarazem także poprzedni gig Zeusa w Warszawie.

Kamil zawiesił poprzeczkę bardzo wysoko swoim występem, więc duet Miuosh & Onar nie miał aż takiego prostego zadania, występując później. Warszawiak już na początku koncertu poprosił publikę, żeby nie było wstydu przed gościem z Katowic. I nie było. Ba, momentami wydawało się, że Miuosh porywał ludzi mocniej niż gospodarz, Onar. Można to było o tyle łatwo porównać, że ten koncert był w zasadzie miksem trzech koncertów: dwóch solowych oraz tego promującego nowy album tych dwóch raperów: Nowe Światło. Mimo że był to dopiero dzień premiery płyty, to ludzie zaskakująco dobrze znali i przyjmowali nowe kawałki. Duża w tym zasługa fajnie pomyślanej promocji albumu i udostępniania na youtubie i profilach raperów codziennie po jednym numerze z płyty. Inna historia to to, że już przy pierwszych przesłuchaniach kawałki jak „W odpowiednim miejscu” czy  „Sam” mocno wchodzą do głowy.


W zasadzie wszystko w tym występie było świetne: Onar grał głównie kawałki z ostatnich dwóch solówek („Ja bym oszalał” i „To jest już moje” cudownie uderzały w emocjonalny struny) i zwrotki z Płomienia 81, a Miuosh grał tak, jakby był u siebie. Już dawno chciałem złapać założyciela Fandango Records live i jego występ wyglądał dokładnie tak energetycznie, jak się spodziewałem. Dodatkowym atutem był także gościnny wjazd na scenę Włodiego, który wykonał z chłopakami „Miało mnie tu nie być”. Onar podsumował dzień później ten koncert na facebooku jako świetną energię i prawie 2 godziny rapu (31 kawałków!). Niestety z końcówki musiałem się urwać i to jest jedyny minus tego całego przedsięwzięcia. Koncert kończył się o 2 w nocy przy połowie publiki... Ja rozumiem – dużo supportów, klimat imprezy i obsuwy to standard hip hopowych eventów. Ale Zeus mógł zacząć godzinę wcześniej i Onar z Miuoshem kończyliby wtedy koło 1 w nocy przy nadal pełnym klubie. Czemu tak się nie stało - tego nie czaję.

Natomiast nawet to nie psuje ogólnego wrażenia z całego wydarzenia, które pomimo mojego ogromnego zmęczenia będę wspominał pozytywnie jeszcze długo jako jedno z najciekawszych w ostatnim czasie. Pozostaje jeszcze mieć nadzieję, że Zeus szybciutko do Warszawy wróci, bo mało który raper gra w tym momencie tak elektryzujące koncerty.

Zdjęcia: GIG 

piątek, 18 października 2013

Muzyka Koncertowa - relacja z Pezeta w Stodole




Na Pezecie byłem kilkanaście (dziesiąt?) razy, ale za każdym razem z równie wielkim entuzjazmem wybieram się na jego koncerty. Tym razem nie było inaczej, zwłaszcza, że ostatnio mocniej zaskoczyły w głowie kawałki z Radia Pezet i z dużą nadzieją na usłyszenie ich zmierzałem do Stodoły.

czwartek, 3 stycznia 2013

Boomera ulubiona muzyka w roku 2012 - PART ONE


W części pierwszej mojego podsumowania będzie polski rap, który stanowił spokojnie połowę całej muzyki słuchanej przeze mnie w tym roku. Oczywiście, takich hip-hopowych podsumowań będą dziesiątki na dziesiątkach portali. Nie odkryję tu dla Was Ameryki i 10 zupełnie nowych płyt, o których nigdy nie słyszeliście (to robota dla Niego albo Niego). Nie powiem też na przekór wszystkim, że najlepszą płytę nagrał Chada. Przedstawię natomiast moim nieskromnym zdaniem, dlaczego dany krążek zasługuje na konkretne miejsce w moim rankingu. 

środa, 19 grudnia 2012

Audycje #28-32: Hip-hopowy rak toczy Koniec Rocka


...ale jest to przyjemna "choroba". I kompletnie nie przeszkadza mi, że taka a nie inna muzyczna zawartość audycji dyskwalifikuje ją w oczach wielu potencjalnych słuchaczy czy - w przyszłości - wielkich bossów komercyjnych rozgłośni radiowych.

piątek, 23 listopada 2012

Soundclash zrobił mi mindblow [relacja]

fot. Łukasz Nazdraczew
Nie wiem, czy to zasługa nadmiaru wypitych red bulli czy emocji, których dostarczyła impreza spod znaku Soundclash, ale moje ciało ani myśli iść spać. Wspomnień i świetnych akcentów było tego wieczoru na tyle dużo, że wydarzenie z miejsca awansowało na podium moich koncertów w tym roku (a trochę ich było). Lista powodów, przez które powinieneś żałować, że nie było Cię w czwartek w Soho Factory, jest imponująca i może przytłoczyć. Czytasz na własną odpowiedzialność.

środa, 21 listopada 2012

Audycja #27: Polski rapcore nie istnieje

Nie ma takiego gatunku muzycznego w Polsce. Może nie jest to wielkim odkryciem, choć przez wiele audycji starałem się wskazywać czy też wynajdywać poszczególne utwory powstałe w Polsce, które o mieszankę rocka z rapem zahaczają. No i mam za swoje, dotarłem do końca rapcore'u.

środa, 14 listopada 2012

Audycja #26 z 05.11.12: Koniec Rocka przemyca Ludwika [KONKURS]

Bo czasem jest tak, że hip-hopowa zajawka potrafi totalnie zdominować moje wszystkie muzyczne listy odtwarzania. Dostanie się także wam w dwóch pierwszych audycjach listopada. Dużo rapu się w nich pojawi, ale kto kiedyś słuchał Końca Rocka, ten wie, że każdy kawałek jest tutaj po coś, każdy numer ma poszerzać horyzonty muzyczne. I że na początku zawsze kawał dobrego rockowego grania was nie ominie.


Jakby nie patrzeć na playlistę, to praktycznie wszystkie kawałki są z tego roku, a większość to absolutne świeżynki. Udało się rozprawić z niezłym, producenckim krążkiem Donatana, przypomnieć nadal najlepszy w tym roku album hip-hopowy, czyli Bisza oraz zapowiedzieć nową, tajemniczą płytę Zeusa
Słowem-kluczem dla ostatnich kilku zagranych kawałków była na pewno szczerość. Temat wałkowany po stokroć, bo w końcu tyle się mówi o tym, że rap to powinien być autentyczny, prawdziwy i brzydzić się kłamstwami czy innymi krzywymi akcjami. Ale jak często doświadczamy szczerego przekazu? Za rzadko. To, co zrobił Zeus w utworze Hipotermia, to krok bardzo odważny - może pomoże mu nawiązać do sukcesu pierwszego albumu? KaeNa wielu skreśliło z góry po przesłuchaniu Alter Ego. Taaaaak, też byłem tego bliski. Przegapiłbym najbardziej szczerą, brudną i niepokorną płytę tego roku. Nie popełnijcie w tym przypadku błędu 1 przesłuchania!
Nie mógłbym sobie odmówić rockowego rozpoczęcia audycji. Waterfall Oceanu od jakiegoś czasu już w sieci jest, można posłuchać, natomiast gorzej o to z nowym Lipali. Zatem brand new utwory z (dobrej!) płyty 3850 poleciały. W ostatnim wywiadzie z Rawiczem zespół zdradził, iż do Popiołów zostanie stworzony kolejny teledysk, z czego ja szczególnie się cieszę. 
W środku tej całej rockowo-rapowej wichury znalazł się Ludwik. W epicentrum tej playlisty pasuje jak mało który band. Dotarły do mnie wreszcie krążki tych gości i powiem wam jedno: konkretny materiał! Pomijając skity, intro i outro wyjdzie 10 numerów, większość z nich na bardzo przyzwoitym poziomie, w dodatku brzmieniowo ciężko znaleźć podobny zespół w Polsce. Nawiązania do Limp Bizkit nie przesadzone. A słysząc nowy utwór Freda Dursta, to można już zaryzykować, że Ludwik jest obecnie ciekawszą opcją.

1. Ocean - Waterfall (new album, 2012)
2. Lipali - Popioły (3850, 2012)

3. Lipali - Pasja i Skowyt (3850, 2012)
4. Ludwik - Właź
(Człowiek Twarzy Bez, 2012)
5. Ludwik - Człowiek Twarzy Bez
(Człowiek Twarzy Bez, 2012)
6. Donatan - Budź się (feat. Pezet, Gural, PIH)
(Równonoc, 2012)
7. Donatan - Zew (B.R.O., Zbuku, Sitek)
(Równonoc, 2012)
8. KaeN - Alter Ego
(Od Kolyski Aż Po Grób, 2012)
9. KaeN - Moja Królowa
(Od Kołyski Aż Po Grób, 2012)
10. Zeus - Jeszcze Więcej
(Co Nie Ma Sobie Równych, 2008)
11. Zeus - Hipotermia
(Zeus. Nie Żyje, 2012)
12. Bisz - Głupiomądry (Wilk Chodnikowy, 2012)



KONKURSIWO! 

Ludwik już po raz drugi został zaprezentowany w audycji Koniec Rocka, tym razem panowie mają za sobą legalny debiut! I postanowili się nim podzielić z wami. Warto się bić, bo płyta momentami rozwala system. A zadanie jest diabelnie proste.

Zadanie konkursowe brzmi tak: słuchając kawałków Ludwika dokonać impresji w postaci pierwszego skojarzenia, myśli, wyrażenia, które przychodzi wam do głowy w trakcie słuchania tej kapeli. Wystarczy jedno zdanie od was. Niech zaczyna się ono słowami: "Muzyka Ludwika jest dla mnie jak..." I taką frazę wpisujemy w komentarze, ja potem wybieram najciekawszą. Konkurs trwa do niedzieli 18.11 do północy.

Kawałki Ludwika do wsłuchania się:

Przypominam, że jeśli będziecie się ładnie bawić, to będę organizował kolejne konkursy z płytami, które chcecie mieć. A wiem, czego chcecie. 

wtorek, 30 października 2012

Audycja #24 z 22.10.12: Hip-hopowa trampolina

22 października Koniec Rocka zrobił pętlę. Nie taką, żeby włożyć na szyję i się powiesić, nieee.. Po prostu jak zaczęliśmy, tak skończyliśmy - w klimatach pop-rockowych. No, może prócz tego Carriona... El Meddah służyło jako takie stricte rockowe wprowadzenie do tematu.
 
Niezłą inspiracją do stworzenia playlisty był ten nieszczęsny dach na Narodowym. Na myśl nasunęła się od razu Edyta Bartosiewicz ze swoją Opowieścią, znaną bardziej jako Przemoknięte Serca Miast. 11 lat później Ka-Meal zsamplował utwór Edyty i razem z HuczuHuczem stworzyli spontaniczny numer na konkurs (oczywiście wygrany, bo kawałek miażdży klimatem!).
Pewnie pozostalibyśmy w klimatach hip-hopowych, gdyby nie Endefis, który namówił Piotra Cugowskiego do udziału w kawałku Taki Będę. Dzięki tej kolaboracji audycja mogła wrócić na pop-rockowe tory. Była to dobra okazja, żeby zaprezentować część mniej znanych utworów bardziej znanych artystów. Bo kto nie zna IRY... Szymona Wydrę także pewnie wszyscy kojarzą z programu Idol. A że nagrał świetną płytę Bezczas? No tu już gorzej.


1. Carrion - El Meddah (El Meddah, 2010)
2. IRA - Mój Bóg (9, 2009)
3. IRA - Nie Pytaj (Londyn 08:15, 2007)
4. Szymon Wydra & Carpe Diem - Moja Modlitwa (Bezczas, 2005)
5. Szymon Wydra & Carpe Diem - Żołnierz za Waszą i Naszą Krew (Bezczas, 2005)
6. Edyta Bartosiewicz - Opowieść (unreleased, 2001)
7. HuczuHucz - Przemoknięte Serca Miast (unreleased, 2012)
8. HuczuHucz - 36,6 (Po Tej Stronie Raju, 2011)

9. Haju & Złote Twarze (Golden Faces) - Moje Życie 2 (Międzyświat, 2011)
10. Endefis feat. Piotr Cugowski - Taki Będę (Taki Będę, 2012)
11. Bracia - Dlaczego (Zapamiętaj, 2009)
12. Maciej Silski - Za Karę (unreleased, 2006)

niedziela, 14 października 2012

Pezet nie rozwalił, Stodoły nie spalił [relacja]

Cieszę się, że nie znam Pezeta osobiście. Z reguły ciężej wytknąć znajomemu, że coś spieprzył, a kilka takich rzeczy mam na wątrobie od wczoraj. Te zarzuty wynikają głównie z tego powodu, że Paweł po prostu przyzwyczaił do wysokiego poziomu swoich koncertów.




    Zdziwił przede wszystkim dobór kawałków na koncert w Stodole. Kiedy poleciał Slang 2 pewnie nie tylko mi przyszło do głowy "ej, ale fajnie byłoby, gdyby najpierw Pezet zagrał ten z Klasycznej, a potem nowy". Podobnie miałem z Senioritą, po której mogłoby polecieć Supergirl... Oba kawałki co prawda były, ale nie tuż po sobie. Osobiście zabrakło mi takich numerów jak Spis Cudzołożnic, Shot Yourself czy P-Z. Wyobrażacie sobie, jakim urozmaiceniem byłby rap Pezeta pod akustyczną gitarę razem z Bednarkiem na scenie? Albo otwierające nową płytę P-Z, które ma potencjał, żeby być koncertową petardą? Kawałek studyjnie dynamiczniejszy od większości Muzyki Rozrywkowej. Swoją drogą myślałem, że go właśnie zagrają na bis, kiedy Theodor podburzył publikę do krzyczenia "Pe-Zet". W sumie to normalne w przypadku Pawła, który ma tyle świetnych kawałków, że nie zmieści wszystkich w trakcie 90 koncertowych minut. Ale Byłem MUSI  się pojawić, jeśli promowane jest Radio Pezet. To najlepszy kawałek z tego albumu i jego nieobecność jest niewytłumaczalna. Swoją drogą dziwne też, że nie usłyszeliśmy w Stodole Jestem Sam... Setlista to pierwsza skopana rzecz na tym koncercie.
    Drugą były aranżacje. Do teraz zachodzę w głowę, dlaczego Nie Jestem Dawno z mocnym refrenem wypadło żywiej niż Noc i Dzień. Co innego nowa aranżacja utworu, co innego zabranie mu nastrojowego charakteru lub energii. Tej zabrakło na niektórych bardziej żwawych kawałkach, pamiętam przecież z gigu w 1500m2 Dopaminę, która rozkurwiała sufit! W Stodole z energią w niektórych kawałkach było różnie, choć może to wina...
    ...nie najlepszego nagłośnienia. I tu wina leży niekoniecznie po stronie wykonawcy. Otóż mieliśmy na scenie DJ'a, Auera, perkę, bas, Pezeta, Malolata i wspomagającego ich Mormona. Najgorzej było w momencie, gdy wszyscy trzej rapowali/krzyczeli w tym samym czasie, zagłuszając wszystko pozostałe. Z miejsca, w którym stałem (mniej więcej środek klubu), w kawałkach z Radia Pezet moje uszy atakował jeden, wielki hałas. Poczułem się trochę jak dziadek, który narzeka na obecną młodzież za to, jakiej to ona głośnej i niezrozumiałej muzyki słucha. Lepiej było natomiast, kiedy raperzy się nie odzywali, wtedy można było usłyszeć dobrze perkę, bas czy bit. Problem nie był już tak uciążliwy przy starszych, prostszych do zrealizowania numerach. I w sumie mam to w dupie, czy to wina artysty, czy klubu. Kiedy idę na koncert, oczekuję, że obie strony dogadały się nie tylko do rozpiski godzinowej i honorarium, ale także i co do optymalnego ustawienia sprzętu. A z opinii różnych ludzi po koncercie wynika, że to chyba nie wyszło.

    Oczywiście, były też plusy - nikt mi nie zasłaniał sceny, a sam koncert był sto razy lepszy niż freestyle prowadzącego, Theodora (serio, za energię propsy, ale freestyle mógł sobie darować). Zabrakło jednak fajerwerków. Skoro był to koncert promujący nową płytę, i to w rodzinnym mieście Pezeta, skoro wybrano wielki klub i ustalono dość wysoką cenę biletów... to spodziewałem się czegoś więcej. Nie było ani jednego featuringu, ani niespodzianki w stylu tej dodatkowej zwrotki do Supergirl (notabene chyba najciekawszej)... Na plus na pewno małe zaskoczenie w postaci zakończenia gigu Re-fleksjami. I takich małych plusów było więcej, ale tym razem nie przeskoczyły one minusów. 

środa, 10 października 2012

Jak zmusić ludzi do kupowania płyt?

...jeśli przystawienie broni do głowy odpada? No cóż, nie pozostaje zbyt wiele opcji. Raperzy otwierają coraz to nowe firmy odzieżowe, bo oni już skumali, że koszulek (w przeciwieństwie do muzy) z sieci się nie da ściągnąć. Ciekawe, kiedy ogarną to zespoły rock-metalowe i czy zrobią to na podobną skalę? Ale wróćmy na razie do tematu płyt. Słuchacz czasem waha się, czy dany krążek kupić, a decydują szczegóły. Daj mu coś więcej niż samą muzykę i ładnie wykonaną książeczkę. Daj mu gadżety.

    I znów na myśl przychodzą mi płyty raperów. Nie poradzę jednak nic na to, że to właśnie hip hopowi twórcy dostrzegli potrzebę ubrania fizycznych wydań albumów w atrakcyjną formę. Ostatnim przypadkiem jest Wilk Chodnikowy Bisza - słyszeliście, żeby ktoś dodał do płyty książeczkę z wierszami?! Dla tych, którzy kupili album rapera z Bydgoszczy, jest to unikalna wartość dodana. Zabrakło mi tylko ciekawszego opakowania, bardziej stylizowanego na tomik poezji, ale może Bisz przeczyta to i do następnej płyty takowy dołączy.

STREETWORKERZ - Streetart; fot. Forin
    Są też wydania wykraczające znacznie poza zawartość płyta-okładka-książeczka. W takich projektach przoduje Forin. Jestem szczęśliwym posiadaczem limitowanej edycji tajemniczej puszki po farbie, w której oprócz płyty STREETWORKERZ znajdowała się rękawiczka, końcówka do sprayu, napój energetyczny oraz wlepki - to esencja idei Streetart'u, do której odwoływał się duet Zaginiony-Nieuk. W swoim dorobku Forin ma także płytę-pizzę. Zespołu nie znam, ich muzyki nigdy nie słyszałem, ale patrząc od strony wizualnej, to aż chciałbym taki album mieć w swojej kolekcji - pudełko jak od pizzy, w środku sosy, sztućce i tracklista wyglądająca jak ulotka z menu! Unikalnymi okładkami i wnętrzami mogą także pochwalić się Grand Agent, W.E.N.A. oraz Pariasy - nie wiem, jak się sprzedawały, ale ich projekty utkwiły na długo w głowach fanów i były świetnym uzupełnieniem warstwy muzycznej stworzonej przez artystów. Innym wspaniałym wydawnictwem było pudełko O.S.T.R.'a w ramach płyty Tylko Dla Dorosłych. Muzycznie - koncept album, opowiadający historię złodzieja, Nikodema. Fizycznie - w pudełku oprócz płyty znajdował się komiks oraz przedmiot kradzieży: druga płyta (!) stylizowana na zwykłą, nagraną CD-R, których kiedyś pełno było na bazarkach. Co ciekawe, ten drugi krążek zawierał kilkanaście nowych kawałków Ostrego, więc była to nie lada gratka dla fanów. Piękna rzecz. O.S.T.R. przoduje w takich wydaniach, choć warto pamiętać, że nic nie uratuje słabej płyty - do Jazz, Dwa, Trzy była podobno dołączona gra planszowa i druga płyta z zarapowanymi regułami tejże, lecz... nie widziałem nigdy tego na oczy, bo zupełnie nie zachęciła mnie warstwa muzyczna właściwego krążka.

    Jednak powyższe płyty to tylko przykłady, nie trzeba od razu tworzyć tak skomplikowanych i dopieszczonych projektów. Laptop i nowy ipod do każdej płyty? Niekoniecznie. Wystarczą małe akcenty - dedykowana kostka gitarowa, bon zniżkowy na koncert w konkretnym mieście... A jeśli jest to już kapela całkiem znana i lubiana, to rozwiązaniem może być dodany film z pytaniem konkursowym dla fanów, a nagrodą dla kilku osób spotkanie oko w oko z zespołem przed koncertem.

Sekaku - Zła Karma; fot. Forin
    Jak inaczej przycisnąć fanów do kupna płyty? A choćby poprzez wyprodukowanie określonej liczby albumów, zależnej od wyników przedsprzedaży. Na taki eksperyment pozwolił sobie Pezet z Muzyką Emocjonalną, tworząc nakład 5000 płyt, które do kupienia były tylko przez internet. Udało się sprzedać wszystko, i to całkiem szybko, a dziś płyta dostępna jest na allegro po cenie z 2-3-krotnym przebiciem. Zawsze można też wyprodukować tylko tyle, za ile zapłacą fani w przedsprzedaży. Wtedy dochodzi oczywiście wysyłka i jej koszty, a liczyć się trzeba też z zapytaniami ludzi, którzy będą chcieli kupić album później, i ich pretensjami, kiedy się dowiedzą, że dotłaczanie nie jest przewidziane. Jest to całkiem ciekawy ruch, bo informacja, że płyta dostępna jest tylko w określonym czasie, dla wielu fanów będzie bodźcem do kupna i nie odłożą tej decyzji na później. A wiemy, jak to jest: im dłużej coś odkładamy, tym bardziej prawdopodobne, że nie zrobimy tego wcale. I ściągniemy sobie tylko empetrójki.

    To nie jest tak, że to tylko w Polsce ludzie to takie piraty są, a zagranicą wszyscy kupują oryginały. Rzuciła mi się w oczy ostatnio informacja, że Papa Roach spodziewa się sprzedaży najnowszej płyty w pierwszym tygodniu na poziomie 16-18 tys egzemplarzy. Trend sprzedażowy jest oczywisty, jeśli weźmiemy pod uwagę wyniki poprzednich krążków: Time For Annihilation (2010) - 16 tys., The Paramour Sessions (2006) - 37 tys. i Getting Away With Murder (2004) - 52 tys. Ludzie przestają kupować płyty, skoro mogą je mieć za darmo w sieci. Te marne tysiące, które schodzą w Polsce i na świecie, to najczęściej wyraz szacunku fanów dla artystów. Ci natomiast powinni też na ten szacunek pracować, wypuszczając super dopracowane płyty pod każdym kątem. Zawartość krążka jest z tego wszystkiego najważniejsza, ale dlaczego nie dać fanom jeszcze większego powodu do zadowolenia i dumy z posiadania wyjątkowo wydanej płyty? Poza tym, dla tych mniej znanych zespołów to marketing szeptany wynikający z takiego rozwiązania jest wymarzoną opcją.

    Zauważyliście, że do tej pory nie pokazałem twardych dowodów na lepszą sprzedaż płyt ze specjalnymi dodatkami? Pewnie dlatego, że takich nie ma. A jakby spojrzeć na OLIS, to z płyt w czołówce większość to pewnie standardowy zestaw krążek-książeczka_z_podziękowaniami. Nie liczcie więc, drodzy muzycy, że samo dodanie gadżetu lub niestandardowe opakowanie zwiększą wam sprzedaż o x %. Na pewno nie zaszkodzi, większość ludzi to doceni, może w kilku recenzjach posypią się dodatkowe propsy, a niektórych wcześniej niezdecydowanych dodatkowa niespodzianka przekona do zakupu. Natomiast nigdy nie będzie to zasadą. Jest tylko jeden skuteczny sposób, że zmusić ludzi do kupowania płyt - zabrać im internet.

piątek, 5 października 2012

Audycja #21 z 01.10.12: Rock vs Zimowy Rap

Koniec Rocka to zawsze godzina muzycznej podróży. Każdy utwór z poprzednim i następnym ma muzyczne punkty wspólne. 1 października usłyszeliście kolejną, nietypową playlistę. Przechodzącą z lata do zimy. Z dnia do nocy. Z rocka do rapu. Z mainstreamu do undergroundu.

   Powodem kolejnej audycji zbaczającej w kierunku polskiego rapu był Bisz, którego album, Wilk Chodnikowy kompletnie mną zawładnął. A jego koncert w ostatnią sobotę z Kosą i Pekro jedynie spotęgował te wszystkie pozytywne emocje. Burza i Napór oraz Zimy to mini albumy, które muzycznie automatycznie kojarzą się z jesienią i zimą, a Bisz uzupełnia je o charakterystyczne dla siebie, pełne emocji teksty. Klimat tych EP-ek ładnie zgrał się z nowo odkrytą perełką z polskiego podziemia - duetem Gres-Snatch.
    Do klimatów hip hopowych wprowadzali nas tym razem Linkin Park do spółki z Jay-em Z oraz Pezet z Małolatem za sprawą utworów z koncertu z rockowymi aranżacjami ich podkładów. Mocno rockowym, melodyjnym akcentem na początku było nowe Papa Roach - warto dać tej płycie chwilę czasu, żeby Was muzycznie rozwaliła.


1. Papa Roach - Where Did The Angels Go (The Connection, 2012)
2. Papa Roach - Not That Beautiful (The Connection, 2012)
3. Linkin Park - Lost In The Echo (Living Things, 2012)
4. Linkin Park & Jay-Z - Jigga What / Faint (Collision Course, 2004)
5. Jay-Z - Guns and Roses (feat. Lenny Kravitz) (The Blueprint 2: The Gift & The Curse, 2002)
6. Pezet/Małolat - Rap z Boiska (Live in 1500m2, 2012)
7. Pezet/Małolat - Jestem Sam (Live in 1500m2, 2012)
8. Bisz - Wnyki (muz. Kosa/Pekro) (Wilk Chodnikowy, 2012)
9. Bisz-Pekro - Raj Tuż Za Rogiem (Burza i Napór EP, 2011)
10. Bisz-Kosa - Muzyka Śnieżnych Pól (Zimy EP, 2007)
11. Gres-Snatch - Noc (Noc EP, 2005)
12. Flexxip - List (Fach, 2003)

niedziela, 30 września 2012

Powrót audycji do ramówki!

Lato się skończyło, a tym samym i mój urlop od audycji. 1 października Koniec Rocka wraca do ramówki Radia Aktywnego z wieloma nowymi muzycznymi zajawkami, przemyśleniami i newsami!


Na bieżąco z tym, co fajnego w muzyce pojawiło się latem, byli ci, którzy obserwowali fanpage Koniec Rocka. Z okazji zgromadzonej prawie-setki-fanów zrobimy pewnie mały konkurs, szczegóły niebawem! Winien Wam jestem jeszcze rozliczenie z przeszłością, czyli dwie ostatnie playlisty sprzed wakacji, które pojawiły się na facebookowym profilu, a nie trafiły do tej pory na bloga.


#19 Koniec OWF

1. SCUM - Na Barykady (unreleased, 2012)
2. Linkin Park - A Place For My Head (Hybrid Theory, 2000)
3. Linkin Park - Wretches and Kings (A Thousand Suns, 2010)
4. Linkin Park - Session (Meteora, 2003)
5. Korn - Bleeding Out (with Feed Me) (The Path of Totality, 2011)
6. Korn - Get Up! (with Skrillex) (The Path of Totality, 2011)

7. Prodigy - Breathe (The Fat of the Land, 1997)
8. Prodigy - Omen (Invaders Must Die, 2009)
9. Prodigy - The Big Gundown (Invaders Must Die - Special Edition, 2009)
10. The Bloody Beetroots - Storm (Romborama, 2009)
11. The Bloody Beetroots - Anacletus (Romborama, 2009)



#20 Rap na koniec

1. None - Death Is All Around (The Rising, 2010)
2. The Old Cinema - Only Fallen Tears pt. II (Anthems In The Open Air, 2011)
3. 52 Dębiec - Bezsenność (T.R.I.P., 2009)

4. 52 Dębiec - Gdzie Ty Jesteś? (T.R.I.P., 2009)
5. Pyskaty - Nie Ma Róży Bez Kolców (Pasja, 2012)
6. Bisz - Banicja (Wilk Chodnikowy, 2012)
7. Sokół i Marysia Starosta - Obojętnie
(Czysta Brudna Prawda, 2011)
8. Smarki Smark - Coś Na Sumieniu (unreleased)
9. Szuwar - Gdy Nie Możesz Spać
(A Było To Tak... 2003-2010)
10. Sitek, Haju, Jot - Nie Zaprzeczysz (DJ Prox) (Oldschool Mixtape, 2012)
11. White House - Małpa - Jak Mam Żyć? (Kodex
IV)
 

W audycji #20 nie zmieścił się Małpa z kawałkiem Ból zremixowanym przez DonDe, ale to nic, na pewno jeszcze się pojawi. A może być do tego dobry powód, gdyż Aptaun Records coraz częściej nieśmiało sugeruje, że płyta z udziałem Małpy (czyli zapewne nowe Proximite) jest na ukończeniu. Zajawka na rap się rozwija, więc podobnych audycji zbaczających w kierunku rapu będzie w najbliższych miesiącach sporo.

wtorek, 5 czerwca 2012

Słaby koncert Sokoła... nie jest możliwy [relacja]

Takie odniosłem wrażenie po Showcase PROSTO w ramach Warsaw Music Week. Gdyby nie to, że akredytka załatwiona, to bym pewnie dupy z domu nie ruszył tego wieczora. I ominąłby mnie TAKI  koncert.

Event w Proximie rozpoczął się o 22.00 godzinnym występem VNM-a, dla którego był to trzeci koncert trzeciego kolejnego dnia i... to było widać/słychać. W przypadku Tomka nie mogłem uciec od porównań z gigiem sprzed dwóch miesięcy w Urban Garden. Nadal niestety ostały się te nieszczęsne podkłady przy partiach śpiewanych. Brakowało też gości, którzy byli mocnym punktem poprzedniego, warszawskiego koncertu rapera. Momentami ciężko było w ogóle zrozumieć, co rapuje VNM. Okej, zmęczenie. Ale w takim razie zawsze tę trasę koncertową można lepiej rozplanować, aby być w pełni formy. Just sayin'. Tym, co zdecydowanie ratowało ten występ, było świetne zachowanie publiki. Liczba ludzi i kapitalna energia, jaką dawali Venomowi, to były jedne z rzeczy, których wtedy w Urban Garden mi zabrakło. Tomek też w fajny sposób starał się tę energię odbijać z powrotem do zgromadzonych fanów i za to szacun. Była jeszcze jedna wyjątkowa rzecz tego dnia: Weekend wykonany przy zgaszonych światłach, a włączonych zapalniczkach oraz telefonach. I pełnej, śpiewającej sali. Naprawdę mistrzowski klimat, którym VNM swój koncert zakończył.

To, co się działo później, mogę określić tylko w jeden sposób: Sokół dał mega profesjonalny show. Człowiek miał wrażenie, że absolutnie wszystko jest na swoim miejscu. Od zachowania scenicznego Wojtka Sokoła i tego, jak na każde Jego słowo reagowała żywo publika, aż po wykonanie giftów w postaci plakatów, nalepek i płytek, które dostawał każdy przy wyjściu. W ogóle rap Wojtka i śpiew Marysi to świetny koncertowy układ. Zestawienie, w którym ani jedno, ani drugie nie jest tylko "wypełniaczem", ale naprawdę integralną częścią każdego utworu. Jest zatem na koncercie czas dla tych fanów, którzy dopatrują się fenomenu płyty "Czysta Brudna Prawda" w wokalu Marysi Starosty, jest czas i dla tych, dla których to nadal Sokół jest tą główną osią sprawczą. Jest to wspaniały kontrast - z jednej strony zdecydowany, nieprzebierający w słowach Sokół, a z drugiej piękna Marysia, u której wypowiedzenie choć jednej "kurwy" brzmi totalnie surrealistycznie i w ogóle wydaje się wbrew Jej naturze. Podczas samego gigu w Proximie oboje jednak wielokrotnie podkreślali, że w skład koncertowego zespołu wchodzą także Hades jako hypeman oraz DJ-e: Deszczu Strugi oraz Kebs. Jakże różniło się to od występów, gdzie o niektórych osobach wspomina się tylko na początku i końcu koncertu. Tu było to podkreślane na każdym kroku - działanie godne podziwu. Jeśli już miałbym szukać jakiegoś słabszego momentu koncertu, to były to chwile, kiedy pałeczkę przejmował Hades. Dostał czas, żeby zaprezentować jakieś 4 numery ze swojego ostatniego albumu. Fakt, że to jednak nie ten poziom oraz że publika też nie była do końca z tym materiałem obeznana, sprawił, że sam koncert na chwilę stracił na tempie. Ale, tak jak już mówiłem, nie był to przecież koncert pt. Wojtek Sokół Solo. Setlista w przypadku szefa PROSTO także była świetnie dobrana - wiadomo, że daniem głównym był materiał z płyty z Marysią, ale nie mogło zabraknąć największych hitów WWO jak Każdy Ponad Każdym czy Damy Radę. Co ciekawe, cały występ był także transmitowany na youtubie - Sokół pod kątem internetu jest bardzo na czasie, ale o tym może kiedy indziej. Oprócz tego, był oczywiście wymagany bis, był crowdsurfing w wykonaniu Wojtka, a na koniec było jeszcze gromkie "dziękujemy" od publiki. Sokół długo pracował, żeby znaleźć się w tym miejscu, w którym jest teraz, i dawać właśnie takie występy na żywo. W hip-hopowym rzemiośle koncertowym ociera się o perfekcję.

poniedziałek, 4 czerwca 2012

Audycja #17 z 28.05.12: Rock vs Festiwale (trylogii część 1)

Z okazji zbliżających się festiwali: Ursynaliów oraz Orange Warsaw Festival, na facebooku oraz w audycji ruszyłem z muzycznymi zapowiedziami. W części pierwszej trylogii skupiłem się głównie na Ursynaliowej scenie Open...

Ta druga, mniejsza scena na kampusie SGGW w założeniu ma być "open-minded", przynajmniej tak luźno można to zinterpretować po nazwie i liście zespołów, które tam wystąpią. Będzie trochę hip hopu, trochę elektroniki, a nawet dubstepów. Do tego DJ-skie sety i kilka dziwnych kapel, które ciężko jednoznacznie określić. W audycji uzupełniłem to o artystów budujących podobne klimaty oraz polecenia, co warto zobaczyć między 1 a 3 czerwca. Nie mogło zabraknąć rockowych akcentów w postaci P.O.D. oraz My Riot. Ci drudzy stali się zespołem-łącznikiem dla tej imprezowo-rapowej playlisty. W dodatku dotknęliśmy rzeczy lekko kontrowersyjnych, bardzo popularnych, a jednocześnie zrobionych na wysokim poziomie. Bo tak jest z utworem Justina Biebera (który to został wykorzystany przez Kanyego Westa i zamieszczony na mixtape'owym wydawnictwie rapera G.O.O.D. Friday), kawałkiem Katy Perry - E.T. (notabene, również częściowo wyprodukowanym przez Mr. Westa) czy też z całą ostatnią płytą Rihanny, która jest tak niesamowicie rytmiczna i świetnie muzycznie pomyślana, że aż nie może mi osobiście wyjść z głowy.

1. P.O.D. - Thinking About Forever (Satellite, 2001)
2. My Riot - Sam Przeciwko Wszystkim (Sweet Noise, 2011)
3. My Riot - Ile Znaków (Sweet Noise, 2011)
4. Pezet/Małolat - Dopamina (Dziś w Moim Mieście, 2010)
5. Tabasko - No i co, że to skit? (Ostatnia Szansa Tego Rapu, 2012)
6. VNM - Potrzebuję (Etenszyn: Drimz Kamyn Tru, 2012)
7. Sincere - Ain't Nobody Like You (unreleased, 2011)
8. Kanye West - Love (remix) (feat. Raekwon & Justin Bieber) ([unofficial?] G.O.O.D. Friday Mixtape, 2010)
9. Katy Perry - E.T. (feat. Kanye West) (Teenage Dream, 2010)
10. Rihanna - Where Have U Been (Talk That Talk, 2011)
11. Modestep - Sunlight (Sunlight [single], 2011)

czwartek, 31 maja 2012

Energia. Szczerość. Oddanie. [relacja z koncertu Te-Tris & Rasmentalism]

Kiedy idziesz na koncert, to zazwyczaj się czegoś spodziewasz. Że artysta zagra to i to, że będzie dużo dzieciaków/gimbusów czy że będzie po prostu solidny gig. Ja też miałem swoje oczekiwania, wybierając się na wspólny koncert Te-Trisa i Rasmentalismu. Niewygórowane, ot liczyłem, iż "będzie fajnie". Zdecydowanie nie byłem przygotowany na to, co nastąpiło w klubie.

Mijała właśnie godzina od momentu wyjścia na scenę Rasa. Godzina, po upływie której poczułem się... potwornie zmęczony. Pomijam już to, że było koszmarnie duszno, to tylko potęgowało to wrażenie. Ale ekipa Rasmentalismu zagrała tak energetyczny koncert, jakiego na hip hopowych eventach jeszcze nie przeżyłem (a przynajmniej nie przypominam sobie takiego). Z początku wydawało się jeszcze, że Ras nie za bardzo momentami wchodził w bit, ale ta energia rekompensowała drobne wpadki - niepisana umowa rodem z punkowych koncertów i tu miała swoje zastosowanie. Dawno też nie widziałem, aby publika tak dobrze, bardzo solidnie wypadała w roli hypemana! Ludzie pod sceną śpiewali, krzyczeli, co tylko się dało. Właściwie tej szalonej zabawie nie było końca, a 60 minut minęło jak z bicza strzelił. Przebywanie w strefie pierwszych 3-4 metrów od sceny wiązało się co prawda z ciągłym skakaniem i odbijaniem o - często dość mocno spoconych - fanów, ale wpisywało się to w klimat koncertu. Sam Ras zrobił na mnie osobiście duże wrażenie - na scenie opanowany, zdecydowany, bardzo pewny siebie, ale też nie zarozumiały. Teraz już wiem, czego się spodziewać po koncertach Rasmentalismu: pierdolonego ognia i atmosfery tak gęstej, że bez koszulki na zmianę ciężko się będzie obejść.


Dopiero, kiedy skończył się koncert Rasmentalismu, cofnąłem się trochę i zobaczyłem, że Klub 55 był praktycznie pełny - co w przypadku Miasta Stołecznego Warszawa wcale nie jest takim częstym zjawiskiem. Ale w końcu okazja była nielicha - prócz samych koncertów na ten dzień zaplanowana była również celebracja urodzin Te-Trisa. Solenizant dał odrobinę mniej żywiołowy gig niż Ras i spółka, bo i po pierwszej ekipie też sporo osób było solidnie wymęczonych. Natomiast z minuty na minutę Tet się rozkręcał... Oczywiście na setliście rządził ostatni krążek Adama, Lot 2011, muzycznie było więc bardzo dobrze. ALE ALE. Tu też właśnie objawił się powód, dlaczego warto czasem ruszyć tyłek na koncert. Może wydaje się to banalne i oczywiste, ale podczas występów na żywo zdarza się, że konkretny numer człowiek odbiera w trochę innym świetle, zaczyna go bardziej rozumieć, doceniać. Tak było choćby w moim przypadku z kawałkiem W Imię Nas, w którym Tet opowiada o swoich bliskich. Tego dnia sporo z nich było w klubie i te wszystkie emocje między raperem a Jego znajomymi i przyjaciółmi było widać jak na dłoni. Taaak, był to mega szczery koncert. Klimat jednej, wielkiej, rapowej rodziny był mocno odczuwalny nawet dla mnie, zwykłego fana twórczości Te-Trisa, więc mogę się tylko domyślać, co czuli ludzie z Siemiatycz, którzy znają się z Adamem od dawna. Atmosferę całego wydarzenia oddaje po części ten filmik z życzeniami dla solenizanta. Pozostaje jedynie życzyć Adamowi dużo zdrowia, aby co roku był w stanie tak świętować swoje urodziny. Obowiązkowo w Warszawie.

sobota, 26 maja 2012

Audycje #13-#16: Nadrabianie zaległości

Przyszedł maj, przyszło lato, a ilość wolnego czasu skurczyła się do minimum, co było widać chociażby i po aktywności na blogu. Ale w audycji działo się! Klimaty house, downtempo, electro, hip hop, trip hop i... oczywiście mnóstwo rocka! 



#13 Koniec Rocka, Początek Imprezy
Zbliżają się festiwale, a wraz z nimi dużo ciekawych, zagranicznych kapel electro / dance / house, odwiedzających nasz kraj. A zatem wspomnimy sobie o kilku zespołach, kilku festiwalach, a przy okazji rozkręcamy imprezę na Końcu Rocka. Za łączniki służą nam Pendulum i The Qemists, a potem jest grubiej, mocniej, jeszcze bardziej imprezowo.

1. Venflon - OdNowa (Sam Pośród Tłumu, 2011)
2. CARRION - Betel (Carrion, 2007)
3. CARRION - RiM (Carrion, 2007)
4. Pendulum - Self vs Self (ft. In Flames) (Immersion, 2010)
5. The Qemists - Stompbox (Join The Q, 2008)
6. The Bloody Beetroots - Warp 1.9 (feat. Steve Aoki) (Romborama, 2009)
7. Swedish House Mafia - Miami 2 Ibiza (feat. Tiny Tempah) (Until One, 2010)
8. SebastiAn - Klaxons - Golden Skans (Remixes, 2008)
9. SebastiAn - Embody (Total, 2011)
10. Justice - Civilization (Audio, Video, Disco, 2011)
11. Dirty Vegas - Days Go By (Dirty Vegas, 2002)



#14 Wakacyjny Rap
Illusion i Luxtorpeda zapewniły energetyczny wstęp do polskiego hip hopu. Bo majówka, bo ciepło. To i pojawiło się kilka szlagierów na lato, natomiast nie zabrakło solidnych raperów i ich najnowszych dokonań. Przekrój ogromny: od gdzieś tam dopiero przebijających się Jopela & Komara czy Młodego M przez szalenie utalentowanego Bisza aż po starych wyjadaczy jak Sokół, Pezet i Onar. 

1. Illusion - Solą W Oku (The Best of Illusion, 2011)
2. Illusion - Wojtek (Illusion 2, 1994)
3. Luxtorpeda - Wilki Dwa (Robaki, 2012)
4. DJ Kebs - Plaża (Parzeł, Sokół, Sitek) (Prosto Mixtape Kebs, 2012)
5. DJ Kebs - Dług (Wena, Bisz, Miuosh)  (Prosto Mixtape Kebs, 2012)
6. Bisz - Pollock (Wilk Chodnikowy, 2012)
7. Bisz/Pekro - Raj Tuż Za Rogiem (Burza i Napór EP, 2011)
8. Jopel & Komar - Bądź (To o Tobie, 2012)
9. Pezet - Chmura (unreleased, 2012)
10. Młody M - Nikt Mi Tego Nie Dał, Nikt Mi Tego Nie Zabierze (ft. Słoń) (Kronika II: Siła Charakteru, 2011)
11. Młody M - Daj Mi Tylko Bit (Kronika II: Siła Charakteru, 2011)
12. Ras & Qciek - Thomas Edison (unreleased, 2011)
13. Płomień 81 - Letniak (Na Zawsze Będzie Płonął, 1999)



#15 Rock to Trip Hop
Playlista tym razem została ułożona pod kątem zespołu wybranego przez słuchacza, Tomka. Dzięki wybranej przez Niego grupie UNKLE zagłębiliśmy się w brzmienia downtempo i trip hop. Była to podróż bardzo filmowa, gdyż praktycznie każdy z tych utworów był wykorzystywany przy materiałach filmowych, kinowych przebojach, grach komputerowych czy też popularnych reklamach. Idealnym wprowadzeniem były tutaj dobrze znane kapele jak Oasis i The Verve, a zespołem-łącznikiem międzygatunkowym został w tamtym tygodniu eklektyczny Death In Vegas. 

1. Oasis - Stop Crying Your Heart Out (Heathen Chemistry, 2002)
2. The Verve - Bittersweet Symphony (Urban Hymns, 1997)
3. Death In Vegas - Scorpio Rising (Scorpio Rising, 2002)
4. Death In Vegas - Dirge (The Contino Sessions, 1999)
5. Thievery Corporation- Marching The Hate Machines (Into The Sun) (The Cosmic Game, 2005)
6. UNKLE - Morning Rage (War Stories, 2007)
7. UNKLE - Be There (Psyence Fiction, 1998)
8. Archive - Again (You All Look the Same to Me, 2002)
9. Archive - Fuck U (Noise, 2004)



#16 Rock 2 Rock
Przyszła pora odreagować najróżniejsze style muzyczne i zaprezentować mnóstwo fajnego rocka, i to w dodatku po polsku! Nie mainstream i nie podziemie, a kapele, których wręcz nie wypada nie znać. B.E.T.H pojawiało się nie raz, nie dwa, ale w moim osobistym rankingu nadal dzierży palmę pierwszeństwa, jeśli mowa o polskich kapelach rockowych. Ocean z kolei to chyba najbardziej niedoceniany zespół w naszym kraju. Mimo 11 lat na rynku, 5 świetnych płyt i ciekawego brzmienia nadal nie cieszą się statusem gwiazdy w tym kraju. Power of Trinity, które dzięki drugiemu, przebojowemu krążkowi przebili się do świadomości opinii publicznej i walczą teraz, aby nie być znanymi tylko z hitu "Chodź ze mną". Ptaky miały szansę zaistnieć na całym świecie, kiedy ich singlem zainteresowali się producenci filmu Spiderman 2, potem jednak tego szumu nie wykorzystali.

1. B.E.T.H - Otwórz Oczy (B.E.T.H, 2006)
2. Ocean - Dzień Dobry (12, 2002)
3. Ocean - Skład Niewygodnych Spraw (Wojna Świń, 2011)
4. Ocean - Tobie (Depresyjne Piosenki o Niczym, 2004)
5. PLATEAU - Najbardziej (Krótka Wiadomość Tekstowa, 2009)
6. PLATEAU - Sto Lat Samotności (Megalomania, 2005)
7. Muchy - Najważniejszy Dzień (Terroromans, 2007)
8. Muchy - Miasto Doznań (Terroromans, 2007)
9. Power of trinity - Supernova (11, 2007)
10. Power of trinity - Wagonowa Love (Loccomotive, 2011)
11. PTAKY - Chroń To Co Masz (Ptaky, 2004)
12. PTAKY - Rzeka (Ptaky, 2004)

niedziela, 22 kwietnia 2012

Audycja #12 z 16.04.12: Rockiem w RAP

Zebrało się dużo tematów związanych z rapem, kilka fajnych płyt, kilka koncertów, kilku nowych artystów. Sporo niezmieszczonych numerów i historii każe wierzyć, że klimaty hip hopowe zagoszczą niedługo znów, a na razie uporajmy się z tym, co (i dlaczego) poleciało w poniedziałek, 16 dnia kwietnia.


1. NOKO - Free Your Love (unreleased)
2. Ludwik - Co Za Dzień (unreleased)
3. Ludwik - Bas (unreleased)
4. Bonson/Matek - Numer Nieznany
(Historia Po Pewnej Historii, reedycja, 2012)
5. Tabasko - Bawię Się Jak Chcę
(Ostatnia Szansa Tego Rapu, 2012)
6. Tabasko - Początek Drogi
(Ostatnia Szansa Tego Rapu, 2012)
7. Zaginiony/Skajsdelimit - Życie Jest Muzyką
(Legendy Płynące z Tych Okolic, 2012)
8. Zaginiony/Skajsdelimit - Czasami Nie Wierzę w Nic
(Legendy Płynące z Tych Okolic, 2012)
9. Szuwar - Co, Może Tak Nie Jest?
(A Było To Tak, 2003-2010 bootleg)
10. Szuwar - Mniej Czuję
(A Było To Tak, 2003-2010 bootleg)
11. Szuwar - Nie Mów Mi
(A Było To Tak, 2003-2010 bootleg)
12. Ernix - Nie Wiem 2
(unreleased)
13. Ernix - Odezwij Się
(2em - Rozmowy Codzienne, 2012)

Początek audycji stał m.in. pod znakiem programu Must Be The Music, który jest całkiem niezłym źródłem promocji dla młodych artystów, ale w całości oglądać go jest mi niezmiernie ciężko. Tym niemniej udało się dzięki poprzedniej edycji wypłynąć hard-rockowemu NOKO - 13 miesięcy później (czyli na początku czerwca 2012) ten właśnie zespół wyda debiutancki album w wytwórni Metal Mind oraz wystąpi na Ursynaliach (i to już nie jako jeden z zespołów konkursowych). Na podobną historię, przynajmniej na razie, nie będą mogli liczyć panowie z rapcore'owego projektu Ludwik, któremu również udało się zaprezentować w tym samym programie, lecz nie na tyle, aby dostać się do półfinałów. A szkoda, bo w mojej opinii był to najciekawszy band w tej edycji, w dodatku poruszający się w gatunku, którego niesamowicie w Polsce brakuje. Za sprawą Ludwików można było płynnie przejść do rapu, a więc na początku rozprawiłem się z relacją z koncertu Bonsona i Matka oraz refleksjami na temat reedycji ich płyty (zmasterowanej przez Noona), opowiedziałem też, co się działo podczas gigu Tabasko, który miał miejsce dzień przed Bonsonem. Obie imprezy wzbudziły inne emocje, o czym mogliście przeczytać tu i tu. Drugą część audycji poświęciłem na rap mniej mainstreamowy, a także godny uwagi. Była wreszcie okazja, żeby pojawił się w audycji utwór Czasami Nie Wierzę w Nic duetu Zaginiony/Skajsdelimit, a przy okazji i odczucia dotyczące ich ostatniego krążka - produkcji, która nie każdemu się spodoba, ale którą każdy powinien sprawdzić. Przyszedł również czas na uzewnętrznienie mojego zamiłowania do Szuwara, ukrywającego się gdzieś głęboko w podziemiu, a o którego też dopytuje się coraz więcej osób. To dobrze, przed chłopakiem ciekawa przyszłość, zwłaszcza można pokładać nadzieje w Jego współpracy z Maikendo (następny ciekawy producent nam rośnie?). Kolejne starcie rocka z rapem zakończyłem raperem, którego sam odkryłem ledwie 1-2 tygodnie temu. Ernix tworzy dopiero od dwóch lat, ale jeśli pójdzie tropem takich utworów jak Odezwij Się z albumu producenckiego 2em czy niedawno wypuszczonego Nie Wiem 2, to z co raz większą niecierpliwością ja (i pewnie wiele innych osób) będę wyczekiwał całego krążka.      

To Tabasko, to Tabasko! [relacja]

Wychodzę z domu, zakładam słuchawki, włączam Tabasko, to początek drogi. Biegnę do Urban Garden, żeby się nie spóźnić, a i tak naczekam się jak zwykle. No ale w końcu pojawiają się na scenie: O.S.T.R. oraz Kochan, Zorak i DJ Haem - ci trzej ostatni w ważniejszych rolach niż zwykle. W końcu to Tabasko!


W czwartek w Urban Garden było dość tłoczno, co mogło świadczyć o dobrym odbiorze płyty Ostatnia Szansa Tego Rapu, ciekawości ludzi, jak skład Tabasko wypada na scenie lub (co pewnie najbardziej prawdopodobne) była to po prostu połowa tego, co przychodzi zwykle na Adama Ostrowskiego. Po przesłuchaniu krążka czy chociażby wypuszczonych dwóch singli można było zauważyć, że O.S.T.R. odżył po średnio udanym Jazz, Dwa, Trzy, ale i zaskoczyli (pozytywnie) poziomem nawijki pozostali, głównie beatboxer Zorak. Poszedłem sprawdzić, czy tak samo dobrze będzie na scenie.
Tego dnia Tabasko w Tabasko było 50% - pierwsza część koncertu to energetyczny wykon, na scenie działo się dużo, gdyż mieliśmy co najmniej trzech ludzi z majkami, rzadziej podłączał się DJ Haem. Bity na żywo zabrzmiały mocarnie, publika dobrze się bawiła przy lekko połamanych bębnach czy momentami bardziej elektronicznych podkładach. Fantastyczna czwórka z ŁDZ dała bardzo przyzwoite show, któremu ciężko było na dłuższą metę coś zarzucić.
Druga część koncertu to już standardowy koncert Ostrego. Adam bardzo szybko przeleciał się z publicznością po prawie całej dyskografii, w tym także nie mogło zabraknąć naturalnie tych najbardziej wyczekiwanych przeze mnie, starszych numerów jak Kochana Polsko czy Salsa (którą, nie przypominam sobie, żebym za często słyszał na poprzednich koncertach, fajnie). Pomiędzy kawałkami oczywiście pojawiały się przemowy Adama: o synu, o żonie i życiu... Inspirujące, szczere, trafiające w sedno, jak zwykle zresztą. Oprócz tego mieliśmy także performance: Ostry na skrzypcach + Zorak robiący beatbox, a na końcu obowiązkowy freestyle. I niby można się było tego spodziewać, niby wszystko już widziane n razy, ale... kiedy już pojawia się każdy z tych sztandarowych elementów koncertu O.S.T.R.-a, to jest to nadal na bardzo wysokim poziomie. I chce się więcej, dłużej, mocniej.
Po 100 minutach odcięto prąd definitywnie, Ostry powiedział ostatni raz "dzięki" i zszedł ze sceny. A ja założyłem słuchawki, poleciała Zachłanność.

sobota, 14 kwietnia 2012

Ludzie robią wielką różnicę [relacja z koncertu Bonsona]

Bo czasami jest tak, że koncert nie udaje się w 100%...


Co stanęło na przeszkodzie, żeby był to przyzwoity występ? Otóż, nastąpiło spore przeszacowanie - często przy prognozowaniu liczby obecnych osób bierze się pod uwagę frekwencję facebookową, która potrafi być... hmm, bardzo niemiarodajna. I tak było też tym razem - ponad 270 osób zapisanych na evencie, a w klubie może setka by się uzbierała... z ochroną i osobami za barem.
Czyżby dwie dyszki to była wygórowana cena za koncert samego Bonsona? Za słaba promocja? Za mały odstęp czasowy od poprzednich występów? A może wszyscy spłukali się po nietanim koncercie Tabasko dzień wcześniej? Powiecie, że frekwencja nie jest najważniejszym czynnikiem, a moim zdaniem jest właśnie cholernie ważna.
Bo pomijając już te wszystkie potencjalne powody mniejszego zainteresowania wydarzeniem, muszę przyznać, że był to najsłabszy z trzech warszawskich koncertów duetu Bonson/Matek, jakie dane mi było zobaczyć. Różnicę robiła właśnie ta publika. Czy to w Balsamie, gdzie Bonson występował jako gwiazda wieczoru, a sam event był dobrze wypromowany, czy też jako support przed Pezetem i Małolatem w 1500m2 - w obu tych przypadkach kluby były wypchane po brzegi ludźmi, którzy nieśli Bonsona, a ten na scenie robił ogień. Dziś, zarówno On, Jego hypeman (Orzeu lepiej w tej roli wypadał), jak i Matek wyglądali na lekko speszonych - ludzi było mniej niż się spodziewano, a też nie reagowali jakoś specjalnie energetycznie. Dziś robienie swojego, prezentowanie dobrego rapu to niestety było mało. Tak nieliczna, niemrawa publika musiała być mocniej angażowana, z ludzi wyciągać trzeba było maksa. Tego trochę mi zabrakło ze strony muzyków.
Kiepski początek mógł tez wynikać z przeciągającego się startu - to wiem po sobie samym, bo przychodząc na 22.00, byłem zmuszony przeczekać jeszcze godzinę w klubie, co jednak musiało zmulić. Nie byłem w tym chyba osamotniony, bo pozostałych ludzi nie rozkręciły z początku nawet takie hiciory jak Rok Później czy Mów Mi Bonson. Dopiero kiedy pod koniec zagrane zostały jeszcze raz, publika reagowała jak należy. No właśnie, tu znów lekki zarzut. Wiem, że był to koncert promujący (ponownie wydaną) płytę Historia Po Pewnej Historii, ale to wręcz grzech powtarzać z niej na koniec koncertu aż trzy utwory, kiedy ma się w dorobku świetne kawałki z wcześniejszych wydawnictw, nawet tych nielegalnych. Nie wypadłyby na pewno gorzej niż średnio przyjęty tego dnia numer z płyty Młodych Wilków czy zwrotka, którą Bonson nagrał na płytę Solara i Białasa. Oby kolejne koncerty były bardziej zróżnicowane pod kątem przygotowanego materiału..
Co zatem na plus? Na pewno wykonania kawałków O Mnie Się Nie Martw (który ja osobiście odkryłem na nowo) oraz Numeru Nieznanego, wyrastającego na największą koncertową petardę w dorobku Bonsona. Powtórzone Pan Śmieć, Mów Mi Bonson i Rok Później także nieźle wypadły i zostały nawet przyzwoicie odśpiewane w refrenach przez publikę.

Oczywiście nie był to zupełnie stracony wieczór i zupełnie zły koncert. Było średnio, ale większa w tym wina słabej frekwencji niż artysty. Wina zadeklarowanych (jeśli tak można nazwać facebookowe "wybieram się"), którzy w końcu w Urban Garden się nie pojawili. Wstydźcie się, kurwa! Bonson z Matkiem przez prezentowany poziom zasługują na więcej, znacznie więcej.

środa, 28 marca 2012

Audycje #6-#9: Nadrabianie zaległości

Nadrabiamy zaległości z ostatnich tygodni: 4 ostatnie audycje, opisy, użyte utwory, a niedługo także (mam nadzieję) linki do zapisów audio! Spora mieszanka klimatów swoją drogą.
#6 Nu-metal / Rapcore
Dużo utworów anglojęzycznych z pogranicza rocka i rapu, audycja zakończona już w typowych hip-hopowych klimatach. 

1. Reveille - Comin' Back
2. Reveille - Inside Out
3. Papa Roach - Between Angels and Insects
4. Linkin Park - Papercut
5. Linkin Park & Jay-Z - Points of Authority / 99 Problems / One Step Closer
6. X-Ecutioners - It's Goin' Down (feat. Linkin Park)
7. Dead Celebrity Status - We Fall, We Fall (feat. Dave Navarro & Stephen Perkins)
8. Kanye West & Jay-Z - Who Gon' Stop Me
9. Kanye West & Jay-Z - Niggas in Paris
10. J. Cole - Disgusting
11. J. Cole - Work Out


#7 Rock getting Heavier
Z okazji ogłoszenia Machine Head na Sonisphere wraz z Metallicą powstała audycja zmierzająca ku klimatom cięższym. Była zatem okazja, żeby przypomnieć o Mastodonie i Slayerze, które również zagrają tego lata w Polsce (na Ursynaliach, najgrubszym festiwalu studenckim, który przestaje być tylko "studenckim", a kieruje się w coraz bardziej profesjonalną stronę)

1. Bullet for my Valentine - Intro 
2. Nine Inch Nails - Complication 
3. Nine Inch Nails - Mr Self Destruct   
4. Metallica - All Nightmare Long
5. Mastodon - The Wolf Is Loose 
6. Mastodon - Colony of Birchmen 
7. Slayer - World Painted Blood 
8. Machine Head - Davidian 
9. Machine Head - Beautiful Mourining 
10. Machine Head - Locust 



#8 Rock vs Rap PL
Drugi raz pozwoliłem sobie na ucieczkę do polskiego rapu, którego na moich winampowych playlistach jest w ostatnim czasie sporo. Ale zaczęło się oczywiście od czegoś bliższego rockowym klimatom: osadzonego w nu-metalowych klimatach najbardziej niedocenionego, nieistniejącego już polskiego zespołu, czyli Cropli. Sprawdziliśmy też Mamę Selitę (tak to się odmienia?:), czyli polskie połączenie Red Hotów i Limp Bizkit, gdzie rządzi funk i rap, choć wciąż za mało w tym energii i melodii. Płynnie udało się przejść do relacji z Domówki, gdzie najbardziej zachwycił Kękę, a potem oddałem się rozkminom, dlaczego RAP da się lubić. A że audycja zbiegła się z dniem oficjalnej premiery krążka Etenszyn: Drimz Kamyn Tru, to i udało się zmieścić dwa numery z tej płyty, która w moim prywatnym rankingu zajmowała już wtedy, jak i teraz, pierwsze miejsce wśród polskich albumów rapowych 2012.

1. Cropla - Orphanage 
2. Cropla - Falling Down 
3. Mama Selita - Brudne Bomby 
4. Mama Selita - Rocky 
5. Wyga - Serce, Rozum i Głos
6. Łona - Fruźki Wolą Optymistów 
7. Kękę - Po Horyzont 
8. Pezet/Małolat - Jestem Sam 
9. Ten Typ Mes - Szukam 
10. VNM - Fan 
11. VNM - Na Weekend 


#9 Nu-metal PART(Y) 2
Z małymi problemami, ale odbyła się wreszcie druga część audycji poświęconej kapelom łączącym z powodzeniem rockowe i rapowe klimaty. A okazji było co niemiara, bo ogłoszone na OWF Linkin Park, ogłoszone na Ursynalia Limp Bizkit... Odpowiadaliśmy sobie także na pytania, co ma wspólnego Limp Bizkit z Christiną Aguilerą i Britney Spears oraz jak w ich przypadku kilka lat wpłynęło na sprzedaż płyt na świecie. Udało się przedstawić dziwną stronę crossoveru, czyli Hollywood Undead, którego słabsza druga płyta leciała w polskich stacjach radiowych (a właściwie - w jednej), a pierwsza - lepsza - już nie. No i nie zabrakło także odkrycia ostatnich dni autora audycji, czyli australijskiego zespołu brzmiącego jak P.O.D. i/lub Linkin Park oraz ma w swoim składzie członków o polsko brzmiących nazwiskach. Zabrakło czasu, żeby niektóre wątki rozwinąć, więc szerzej opisywane były one później jeszcze na fejsbogu. Audycja zakończona utworem-coverem granym przez Limp Bizkit na koncertach praktycznie zawsze.

1. Hollywood Undead – Young (Swan Songs, 2008)
2. Hollywood Undead - Everywhere I Go (Swan Songs, 2008)
3. Linkin Park - High Voltage (live) (Underground v2.0, 2002)
4. Linkin Park - Plc. 4 Mie Haed (Reanimation, 2002)
5. Linkin Park - Catalyst (A Thousand Suns, 2010)
6. A Broken Silence - Hope (A Broken Silence, 2011)
7. A Broken Silence - If You Did Know (All For What, 2009)
8. Pleymo - Tank Club (Doctor Tank’s Medicine Cake, 2002) 
9. Limp Bizkit - Livin' It Up (Chocolate Starfish and the Hot Dog Flavored Water, 2000)
10. Limp Bizkit – Shotgun (Gold Cobra, 2011)
11. Limp Bizkit – Faith (Three Dolar Bill, Y’All, 1997)